15 stycznia 2015

[7] Jaka jest waga dobrego słowa? – "Zorkownia"

Autor: Agnieszka Kaluga
Liczba stron: 288
Wydawnictwo: Znak
Język oryginału: polski

Poryczeć się jak dziecko jest dobrze.


„Zorkownia”, początkowo spisywana w formie bloga przez Agnieszkę Kalugę, w lutym 2014 roku ujrzała światło dzienne jako książka. Jest to pozycja, która idealnie obrazuje powszechnie znaną sentencję z „Małego księcia”, iż dobrze widzi się tylko sercem. To zbiór przeżytych przez autorkę chwil, które wydobywają z życia całą jego esencję. Pokazują to, co jest najważniejsze, opowiadają o śmierci i cierpieniu, jak również o przyjaźni, miłości i nadziei. To opowieści, w których śmierć i życie nieustannie się przeplatają.

Agnieszka Kaluga jest wolontariuszką w hospicjum. Nikt tego nie ukrywa – to miejsce, do którego trafia się najczęściej po to, by zaczekać na nieuniknione – śmierć. Nieważne, czy ma się osiemdziesiąt czy dziesięć lat, nieważne, czy ma się kochającego męża i trójkę dzieci, nieważne, czy ma się plany na przyszłość. Trafić może tu każdy rodzaj człowieka, bez względu na wszystko. Nowotwory, bolesne rany i odleżyny, ciężkie, poważne choroby – tutaj to codzienność. Jednak poza bólem fizycznym istnieje też inny, a jego objawy są mniej widoczne. Samotność, rozpacz, bezsilność, strach. Widząc takiego człowieka, większość z nas nie wie, jak się zachować, co i czy w ogóle coś mówić, co zrobić. Agnieszka Kaluga w „Zorkowni” wskazuje drogę i przede wszystkim odpowiada na pytanie, jak być przy chorym. To tutaj, w hospicjum, można zobaczyć wagę słowa czy gestu. Tutaj widać, jak bardzo jest to ważne, kiedy cały świat upada w jednej chwili i okazuje się, że wszystkie marzenia i plany na resztę życia nigdy się nie spełnią, ponieważ owe życie właśnie dobiega końca.

Chęć pomagania ludziom w hospicjum zrodziła się z bolesnego doświadczenia autorki, która złożyła wyjątkową obietnicę – przyrzekła swojej dziesięciodniowej umierającej córeczce, że sobie poradzi. Pisanie bloga, jak przyznaje w jednym z wywiadów, było jej swoistą terapią po stracie, a jednocześnie możliwością wyrzucenia z siebie tych niełatwych historii i ocalenie je od zapomnienia. Warto zaznaczyć, że blog o takiej samej nazwie, jak książka, został nagrodzony trzema wyróżnieniami w konkursie Blog Roku 2011.

„Zorkownia”, mimo często oszczędnych słów, jest książką wielce wymowną. Zwłaszcza we współczesnym świecie sprowadza czytelnika na ziemię i zwraca jego uwagę na to, co tak naprawdę jest ważne i wartościowe. Sprawia, że docenia rzeczy pozornie zwyczajne – zdrowie, rodzinę, przyjaciół czy brak naprawdę poważnych problemów. Otwiera jego serce, pokazuje część świata, który jedynie pozornie jest tylko ponury i pełen cierpienia. Za pomocą prostych słów, bezpośrednio opisuje zjawiska z pewnością najtrudniejsze w życiu.

Historie opisane przez autorkę trafiają w samo serce czytelnika i zostają tam na długi czas. Mogłoby się wydawać, że autorka nie robi nic szczególnego – to tylko wolontariat, poświęcenie paru chwil ze swojego życia na rzecz innych, a potem powrót do domu i zajmowanie się zwykłymi, codziennymi sprawami. „Zorkownia” jednak pokazuje, że potrzeba ogromnej odwagi i siły, by kolejne razy przekraczać próg hospicjum i dawać przebywającym tam ludziom to, czego potrzebują. Czasem może to być zwykła rozmowa o zainteresowaniach obu stron, poprawienie poduszki, podanie wody. Niekiedy jednak sytuacja wymaga olbrzymich nakładów empatii, głębszego poznania problemu, uspokojenia, modlitwy, przytulenia, potrzymania za rękę, czy pomocy przy napisaniu ostatniego listu. Bycia z chorym i pokazania jego bliskim, jak być, jak się pożegnać, jak okazać miłość.

„Zorkownię” czytałam ze spokojem, wzruszona. To piękna książka uświadamiająca, jak niewiele potrzeba, by rozświetlić życie, które już prawie zgasło – rozmowa, potrzymanie za rękę, pogłaskanie po policzku. Jednym słowem – obecność. To spojrzenie na świat i ludzi z innej perspektywy. Prostota słów, emocjonalna bomba, która wybucha w nas na nowo i na nowo. Z każdą historią, z każdym człowiekiem, z każdym odejściem. To pokazanie, że hospicjum to nie umieralnia, a miejsce, w którym każdego dnia dochodzi do małych cudów, jak zawieranie przyjaźni, pogodzenie się z rodziną, własną śmiercią i śmiercią osób najbliższych sercu. Gdybym miała wybrać jakieś zdanie opisujące tę niezwykłą książkę, zacytowałabym Stephena Kinga – „Śmierć to nie mniejszy cud niż narodziny” („Doktor Sen”). „Zorkownia” pokazuje moment odejścia właśnie jako moment cudu.

Niełatwo jest przeżywać odejście niemal każdego dnia, niełatwo jest je opisywać i również niełatwo o tym czytać. Człowiek rzadko o tym myśli i dopiero kiedy znajdzie się w takiej sytuacji, uświadamia sobie, że wiele może stracić każdego dnia, w każdej godzinie, w każdej minucie. Aby zdać sobie z tego sprawę wcześniej i docenić to, co się ma, warto sięgnąć po „Zorkownię”.

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz