9 lipca 2015

[25] Jak zachowałby się człowiek na Marsie? – „Kroniki marsjańskie”

Autor: Ray Bradbury
Liczba stron: 175
Wydawnictwo: Iskry
Język oryginału: amerykański

– Jesteś szalony. 
– Nie będę się sprzeczał na ten temat.



Ray Bradbury to amerykański pisarz urodzony w 1920 roku. Tworzył książki z gatunku fantastyki. Najbardziej znany jest z powieść „451 stopni Fahrenheita” z 1953 roku. „Kroniki marsjańskie” powstały trzy lata wcześniej jako drugi zbiór opowiadań Bradbury'ego. Pisarz zmarł w 2012 roku, pozostawiając po sobie ponad dwadzieścia powieści i zbiorów opowiadań.

„Kroniki marsjańskie” to, jak sama nazwa wskazuje, kroniki obejmujące prawie trzydzieści lat podbojów Marsa – kolonizacja przypada na lata 1999-2026. Dwadzieścia sześć krótkich i dłuższych opowiadań to zapis tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby Ziemianie zdecydowali się osiedlić na czwartej od Słońca planecie.

Zbiór opowiadań Ray'a Bradbury'ego liczy sobie już ponad sześćdziesiąt lat. Gdyby miało spełnić się to, co podsunęła temu pisarzowi jego wyobraźnia, ludzkość byłaby w samym środku kolonizacji Marsa. Badania kosmosu jednak pokazały, że planeta ta nie jest, w przeciwieństwie do uniwersum „Kronik marsjańskich”, zdatna do życia. Można by się zastanawiać, czy to dobrze, czy źle. Po przeczytaniu opowiadań zawartych w książce odpowiedź nasuwa się sama. Przyszłość przedstawiona przez Bradbury'ego pokazuje ludzkość w jak najgorszym świetle – okazuje się, że nie uczymy się na błędach, chcemy uważać się za panów i królów nie swoich ziem, jesteśmy bezmyślnymi, egoistycznymi ignorantami. Diagnoza bardzo poważna. W dodatku choroba jest niewyleczalna.

Opowiadania Bradbury'ego do złudzenia przypominają to, co już kiedyś w historii ludzkości miało miejsce, i to niejednokrotnie. Ludzie już nie raz spieszyli w kierunku obcych ziem z szerzeniem cywilizacji i własnej kultury, jednak zapominali – lub nie chcieli pamiętać – że rdzenni mieszkańcy mają swoją. Nie inaczej jest teraz, kiedy chcą zagarnąć Marsa dla siebie. Kolejne ekspedycje przybywają tam z myślą, że zostaną przywitane oklaskami, z radością, niczym długo oczekiwani zbawiciele, tymczasem okazuje się, że Marsjanie wcale nas, ludzi, tam nie chcą. Kilka ekspedycji zostaje wymordowanych przez dużo starszą i dużo bardziej rozwiniętą cywilizację. W końcu jednak w wyniku epidemii Marsjanie wymierają, a ich planetę przejmują ludzie. Prostaccy, nie szanujący niczego ludzie, którzy potrafią tylko niszczyć. Można by się spierać, czy Ray Bradbury nie przesadził z obrazem ludzkości. Ja jednak myślę, że doskonale wyczuł i zaobserwował nasze słabości, historia świetnie je demaskuje. A potem już nietrudno było przewidzieć, co mogłoby się stać, gdybyśmy zechcieli kolonizować Marsa. Wizja jest przerażająca, na pewno smutna, ale w gruncie rzeczy prawdopodobna.

Książka jest jak najbardziej warta polecenia. Mimo że to science-fiction, gatunek, po którego sięgam naprawdę rzadko, tej pozycji wprost nie mogłam się doczekać, aż w końcu czytałam z wielką przyjemnością. Opowiadania mogłyby być traktowane jak rozdziały powieści, bowiem „Kroniki marsjańskie” łączą się w spójną całość, mimo że większość stanowi osobny tekst z osobną fabułą i postaciami. Ponadto, mimo że minęło już ponad pół wieku od publikacji „Kronik...”, a kolonizacja Marsa jak na razie nie jest możliwa, książka zachowuje aktualność, ponieważ to tylko pozornie powieść o Marsie. Pod kosmiczną warstwą kryje się brutalna i niezmienna prawda o człowieku.

Ocena: 8/10

3 komentarze:

  1. Skoro polecasz, to powinnam przeczytać! :) O ile wpadnie mi w ręce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Stara dobra seria fantastyki z wydawnictwa Iskry. Mam sporo książek z tej serii, ale tej akurat nie posiadam.

    OdpowiedzUsuń
  3. To zdecydowanie nie mój gatunek, może kiedyś, jednak wydaje się być interesująca :)

    OdpowiedzUsuń