6 kwietnia 2016

[60] „Bez ciebie nie ma nas”* – „Pozdrowienia z Korei. Uczyłam dzieci północnokoreańskich elit”

Autor: Suki Kim
Tytuł oryginału: Without You, There Is No Us. My time with the sons of North Korea's elite
Ilość stron: 336
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Znak
Moja ocena: 10/10
Wyzwania:
  • 52 książki 2016
  • przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,2 cm)
  • wyzwanie czytelnicze 2016: punkt 9.Książka z długim tytułem (przynajmniej 5 słów)
  • Kiedyś przeczytam
Wróciłam do swojego pokoju i włączyłam Centralną Telewizję Chosun, która pokazywała powtórkę obwieszczenia. Prezenterka w czarnym hanboku siedziała przy biurku, płacząc, i przekazywała wiadomość narodowi. Kim Dzong Il – Sekretarz Generalny Partii Pracy, Pierwszy Przewodniczący Narodowej Komisji Obrony KRLD i Najwyższy Dowódca Koreańskiej Armii Ludowej – doznał zawału serca w pociągu, podczas jednej z gospodarskich wizyt w terenie. Pracował dzień i noc, był więc przemęczony zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a wszystko to z powodu wszechogarniającej troski o budowanie potężnego i kwitnącego socjalistycznego kraju, o szczęście swego narodu, zjednoczenie Korei i niepodległość wszystkich narodów świata. Zmarł o godzinie 8:30 dnia 17 grudnia 100 roku dżucze.


Ostatni taki reżim. Korea Północna – kraj mający najprężniejszą gospodarkę, najchlubniejszą historię, najbardziej efektywny system edukacji, największy PKB, najszczęśliwszych obywateli, a przede wszystkim – najznakomitszego przywódcę. Kraj zakłamania, fałszu, zacofania, izolacji, pozorów. Kraj kultu jednostki. Ostatnia dyktatura totalitarna, do której wstęp mają nieliczni i z której dla zwykłych ludzi nie ma wyjścia.

Suki Kim urodziła się w Seulu, stolicy Korei Południowej, w 1970 roku. W wieku trzynastu lat uciekła z rodzicami do Ameryki, ponieważ firmy jej ojca upadały jedna po drugiej, a za bankructwo odsiadywało się długie wyroki w więzieniu. Szukali swojego miejsca, nigdzie nie zostawali na długo, próbowali oswoić się z nowym językiem, kulturą i degradacją społeczną – z bogatej rodziny stali się biednymi imigrantami. Suki przyznaje, że nigdy sobie z tym nie poradziła, dlatego nigdzie nie zagrzała miejsca. Prócz wspomnień, Suki ma coś jeszcze, co ciągnie ją do Korei: rodzinne korzenie. Wielu jej krewnych utknęło po drugiej stronie – w Korei Północnej. Jej rodzina na zawsze straciła z nimi kontakt – choć w obu tych krajach takie historie są na porządku dziennym. Suki postanowiła więc udać się do Korei Północnej, aby zrozumieć przeszłość i historię swojej rodziny. Wracała tam kilkukrotnie. Najdłużej została jako ewangelicka misjonarka, wykładająca angielski na Uniwersytecie Naukowo-Technicznym w Pjongjangu (PUST). „Pozdrowienia z Korei...” to połączenie pamiętnika i reportażu z półrocznej nauki dzieci północnokoreańskich elit.

Już przez sam fakt, że napisałam tę recenzję dwa miesiące po przeczytaniu książki, można się domyślić, że musiała ona się we mnie uleżeć, dojrzeć, że musiałam się oswoić z kawałkiem świata, który przedstawia. I mimo że opowieść Suki Kim nie jest ani wstrząsająca, ani brutalna, bo nie mówi dosadnie o okrucieństwie, jakie z pewnością ma miejsce w Korei Północnej, to mimo to jest to opowieść mocna, przerażająca i w gruncie rzeczy smutna. Ale czy na pewno dla wszystkich?

Chciałam, żeby odnosili się do własnych czynów, mówiąc „ja”, a nie „my”, ale tutaj nie było żadnego „ja”. Nawet „my” nie istniało bez pozwolenia Wielkiego Przywódcy.

Tym, co rzuca się najbardziej w oczy i również najbardziej przeraża, jest kult jednostki – bezgraniczna miłość i oddanie zarówno aktualnie panującemu Kim Dzong Ilowi (książka obejmuje wydarzenia do jego śmierci, nie opowiada o Kim Dzong Unie, który panuje teraz), jak i swojemu Wielkiemu Wodzowi, zmarłemu w 1994 roku Kim Ir Senowi, twórcy KRLD. W Korei Północnej władca nie tyle zastępuje boga, ile naprawdę nim jest w oczach obywateli. Wizerunki Wielkiego Przywódcy oraz Wielkiego Wodza można odnaleźć na każdym kroku – są w salach lekcyjnych, na okładkach magazynów, na noszonych przez wszystkich obywateli przypinkach, na billboardach. Każda piosenka jest w rzeczywistości pieśnią wychwalającą albo któregoś z przywódców, albo cudowny kraj, jakim jest Korea Północna. W kraju jest ponad trzydzieści pięć tysięcy pomników z ich wizerunkami. Koreańczycy są podporządkowani swojemu bogu niczym najbardziej zagorzali, ortodoksyjni wierni. Suki Kim wyraźnie przedstawia to, co jest najbardziej przerażające – obywatele Korei Północnej całkowicie utracili swoją tożsamość. Nie postrzegają siebie jako indywidualne jednostki, ale jako zbiorowość – masę, tłum, takich samych ludzi podległych Wielkiemu Przywódcy. A brak umiejętności samodzielnego myślenia tylko oddala ich od buntu, który byłby potrzebny, aby w tym państwie doszło do jakichkolwiek zmian.

Oczywiście KRLD celowo infantylizowała swoich obywateli, robiąc z wszystkich bezradne, bezsilne istoty, uzależnione od państwa.

W zasadzie powiązaną z powyższym rzeczą jest to, że około dwudziestoletni studenci, z jakimi miała styczność Suki Kim, w rzeczywistości zachowują się niczym dzieci. Rumienią się, gdy pyta się ich o dziewczyny. Większość z nich nigdy nie była na ani jednej randce. Nie zachowują się jak młodzi mężczyźni, ale jak dziesięcioletni chłopcy, dla których miłość zdefiniowana jest jako zaaranżowane przez rodzinę małżeństwo z dziewczyną z tego samego miasta lub wsi, oczywiście po odbyciu dziesięcioletniej służby wojskowej, czyli około trzydziestki. Dla niemalże całego świata miłość jest fundamentalną potrzebą człowieka, dlatego każdy szuka tej jedynej odpowiedniej osoby – dla Koreańczyków z Korei Północnej miłość, równa małżeństwu, to po prostu naturalna kolej rzeczy. Przyszli małżonkowie pochodzą z bliskiego sąsiedztwa, ponieważ związek na odległość nie miałby prawda istnieć w świecie takim jak ten – bez Internetu, z utrudnionymi kontaktami telefonicznymi i listownymi. A konkluzja jest znowu taka sama: brak umiejętności samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji i stanowienia o sobie prowadzi tych ludzi po ścieżce, u celu której nie znajdą zmian na lepsze.

Podkreślanie, że jedna Korea Północna ma się świetnie, podczas gdy inne kraje zostają w tyle, wydawało się niemal obsesją.

Inną z kolei sprawą jest obrzydliwe zakłamanie Korei Północnej. Dzięki spojrzeniu z perspektywy Suki Kim, która po pierwsze jest osobą „z zewnątrz”, a więc ma pewne „przywileje” (choć to za dużo powiedziane), a po drugie specjalnie zwraca uwagę na rzeczy odbiegające od normy, czytelnik otrzymuje pełny obraz społeczeństwa, które funkcjonuje tylko i wyłącznie na fałszowaniu rzeczywistości przez władzę. Jeśli czytaliście „Rok 1984”, zapewne pamiętacie moment, w którym przez ekrany wygłaszane są wiadomości o sukcesach gospodarczych Oceanii – o zwiększającej się produkcji artykułów żywnościowych i odzieży, o wzbogacaniu się państwa, o rosnącym przyroście naturalnym – czy o powodzeniach militarnych, tj. o ofensywach wojennych w Indiach zakończonych druzgocącą porażką wroga. Korea Północna jest dokładnie taka. Studenci Suki Kim chwalą się wszystkim, czego rzekomo dokonał ich kraj i w czym prześcignął inne, nieudolne państwa – przede wszystkim zaś w czym lepszy jest od USA. Wszystko to jednak zbudowane jest na kłamstwie – władze podają fałszywe informacje na temat zarówno Korei Północnej, jak i Stanów Zjednoczonych czy krajów europejskich. Suki Kim zwraca uwagę również na fakt, że niektórzy ze studentów zdawali się domyślać, że świat poza Koreą Północną wygląda inaczej, lepiej, ale strach sprawiał, że nie wypowiadali swoich przypuszczeń na głos i prawdopodobnie nie zrobią tego nigdy. Cały system bowiem oparty jest na wzajemnym lęku – z jednej strony obywatele boją się sprzeciwienia się władzy, poddania czegoś w wątpliwość, z drugiej odczuwają strach przed innymi krajami, co do których od zawsze wpajana jest im nienawiść i nieufność.

Mogłabym pisać o tej książce jeszcze długo, bo jest to moim zdaniem świetny i przede wszystkim prawdziwy obraz tego, co dzieje się w Korei Północnej. Ta książka przeraża, zasmuca, a jej czytanie autentycznie boli, ale nie zawsze i nie od razu. Wszystko podane jest w przystępny, powiedziałabym, „delikatny” sposób. Suki Kim swoje spostrzeżenia na temat Korei Północnej przeplata ze wspomnieniami o własnym życiu i historią swojej rodziny, dzieli się swoimi refleksjami. W jej książce panuje spokój – nie ma tu walki o każdy następny dzień, jaka z pewnością ma miejsce w tym kraju, nie da się odczuć usilnej chęci pokazania, jakim złym, okrutnym państwem jest KRLD. W zasadzie Suki Kim nie krytykuje – ona odnosi się do tego, co widzi, ale w jej słowach czuje się prawdziwą troskę o przyszłość swoich studentów, bezsilność z powodu braku możliwości zmiany na lepsze. Często jednak pojawiają się iskierki nadziei, ponieważ mimo tak przerażającego obrazu kraju, łatwo wyczuwalna jest więź, jaka połączyła Suki Kim z jej uczniami. A są to ludzie mądrzy, ambitni, bywają uroczy, weseli – gdyż rzeczywistość, w jakiej żyją, to jedyna, którą znają, a służenie Wielkiemu Przywódcy daje im prawdziwą radość. To nas, Europejczyków czy Amerykanów, ludzi wolnych, równych, mieszkających w demokratycznych krajach, najbardziej boli to, jak wygląda życie w Korei Północnej. I tak jak w tytule – „bez ciebie nie ma nas”, bez Kim Dzong Ila nie ma Koreańczyków, a ogólniej: bez przywódcy państwa postrzeganego jako boga w tym kraju nie ma szczęśliwych obywateli. I jeśli miałabym wskazać coś, co łagodzi cały ten smutek, lęk, bezsilność, jakie wylewają się z tej książki, to byłoby właśnie to. Bo paradoksalnie to, co przeraża nas, dla nich jest największym szczęściem. Jedynym powodem do uśmiechu i dumy.
*Tytuł jednej z pieśni śpiewanej przez studentów na cześć Kim Dzong Ila.

18 komentarzy:

  1. Czekałam na recenzję, czekałam i się doczekałam. :) Czułam, że ta książka to mocna rzecz. Bardzo chętnie ją przeczytam. Od jakiegoś czasu mam ją w schowku na nieprzeczytane.pl i pewnie niedługo ją kupię.
    Rzeczywistość Korei Północnej tak bardzo różni się od naszej. Wydaje się przerażająca i bardzo smutna, ale nie da się ukryć, że w jakimś stopniu jest to fascynujące, że tak bardzo ludzie dali się jej podporządkować, tak bardzo do niej przywykli i nie próbują sięgać dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że ktoś czeka. :3 Bardzo polecam kupić – gdyby nie "Defilada" Andrzeja Fidyka, którą oglądaliśmy w szkole (swoją drogą, też polecam), pewnie też bym długo jeszcze po nią nie sięgnęła, choć miałam ją już jakiś czas na półce.
      Tak, może to nie brzmi zbyt dobrze, ale faktycznie ten kraj fascynuje. Wiesz, minęło ponad siedemdziesiąt lat od podziału Korei, więc zapewne żyje już mało, jeśli w ogóle są jeszcze tacy, ludzi, którzy pamiętają tamte czasy. A nowym pokoleniom władza zrobiła wodę z mózgu, więc trudno o to, aby mieli chęć coś zmienić. Zwłaszcza jak im się wmawia, że Korea jest tak cudowna, a reszta krajów jej nie dorównuje.

      Usuń
  2. Widziałam kilka cytatów na lubimy czytać i mega mi się podobały, więc muszę ją przeczytać!

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam. Mogłabym połowę książki przepisać, bo Suki Kim ma właśnie taki fajny styl – to nie jest taki zwykły reportaż, który przedstawia suche fakty. Ta książka jest bardzo refleksyjnie i mądrze napisana. ;)

      Usuń
  3. Odkąd pododawałaś cytaty na Lubimy Czytać wiedziałam, że ta książka musi należeć do mnie! Wiem, że jest w mojej bibliotece, więc w najbliższym czasie na pewno się zaopatrzę w tę powieść! Pozdrawiam♥

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, to już wiem, kto mnie śledził. :D Widziałam, że ledwo co dodałam cytat, a ten już miał drugie polubienie. :P Serdecznie Ci ją polecam, miłego czytania. :)

      Usuń
  4. Chętnie sięgnę po tą książkę, bo warta jest przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością warta, co do tego nie ma wątpliwości. :)

      Usuń
  5. Mam tę książkę i postaram się nie zwlekać zbyt długo z lekturą. Może to dobrze, że akurat w tej publikacji nie ma nacisku na pokazanie okrucieństwa władzy i tragedii Koreańczyków skoro autorka skupiła się na opisaniu tego, co sama mogła zaobserwować. Liczę, że będę z tej książki zadowolona, a Tobie polecam jeszcze reportaż "Światu nie mamy czego zazdrościć" Barbary Demick, traktujący o Korei Północnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Suki Kim nawet trudno byłoby napisać coś ponad to, co działo się w kampusie. Ten uniwersytet jest zupełnie odcięty od świata, studenci i nauczyciele po prostu tam mieszkają. Uczniowie nie mogą dzwonić do rodziny, przyjaciół, nie mają z nimi żadnego kontaktu, nawet listownego. Nauczyciele co prawda mają telewizję, dostęp do internetu, ale wszystko jest inwigilowane, więc naprawdę trudno z tego jakkolwiek skorzystać. Poza tym podczas pobytu Suki Kim odbyło się kilka wycieczek poza kampus, ale wiadomo - pokazano im tylko to, co władza chciała, żeby zobaczyli. Wszystko było zaplanowane, wszystko sfałszowane.
      Dziękuję za polecenie, na pewno przyjrzę się temu reportażowi, bo przyznam, że zainteresowała mnie tematyka Korei Północnej. Tobie życzę miłego czytania. :)

      Usuń
  6. Sięgnęłam po tę książkę pod koniec ubiegłego roku i nie wywarła ona na mnie pozytywnego wrażenia. Ciężko się ją czytało i jej lektura zajęła mi prawie miesiąc, co u mnie jest wręcz niespotykane. Może to przez poruszany temat, może to styl Autorki - nadal nie potrafię stwierdzić jednoznacznie co sprawiło, że tak ją odebrałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie ma w tym nic złego, nie każdemu musi się podobać to, co spodobało się komuś innemu. Ja mam tak z fantastyką, też nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, co mi się nie podoba we wszelkich tego typu książkach, choć przez innych są uwielbiane. ;)

      Usuń
  7. Czuć, że to mocna rzecz! Myślę, że kiedyś się nią bliżej zainteresuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś przeczytasz i zapoznam się z Twoją opinią. :>

      Usuń
  8. Nigdy nie słyszałam o tej książce, ale naprawdę mnie zainteresowała. Korea Północna to dla Europejczyków kraj niemal egzotyczny, niewiele o nim wiemy. A takie dzieła jak to po prostu otwierają nam oczy. Z chęcią sięgnę. Pozdrawiam serdecznie ;),
    Kania Frania z www.kaniafrania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, chyba w ogóle cały świat niewiele wie o Korei Północnej. Ten kraj sam zamknął się pod kloszem. Polecam serdecznie. :)

      Usuń
  9. Czytałam tę książkę już jakiś czas temu. Podziwiam autorkę za to, że nie bała przekroczyć się progu Korei i za to, że potrafiła tak bardzo się pilnować, np. uważając na słowa czy nawiązania do innych państw. To straszne, że coś takiego dzieje się w dzisiejszych czasach. Nie wyobrażam sobie tego, że nie mogłabym np. nucić sobie moich ulubionych, amerykańskich piosenek, bo mogłaby grozić mi za to kara. Jakże paradoksalnie słaby musi być wódz tego kraju, że stosuje tak restrykcyjne metody by zachować swój autorytet. Jednym słowem, masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również podziwiam autorkę, ja sama chyba nie dałabym rady w takim miejscu. Dobrze, że nie żyjemy w takich strasznych okolicznościach.

      Usuń