16 lipca 2016

[71] W spirali kłamstw – „Pora na życie”





Autor: Cecelia Ahern
Tytuł oryginału: The Time of My Life
Ilość stron: 424
Literatura: irlandzka
Wydawnictwo: Świat Książki
Moja ocena: 9/10
Wyzwania:
  • 52 książki 2016 (34/52)
  • przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,7 cm)
  • Kiedyś przeczytam

Jak zwykle nie podobało mi się to, co mam, ale nie wiedziałam dokładnie, czego chcę, więc po raz kolejny w życiu nie miałam pojęcia, co dalej.

Cecelia Ahern jest urodzoną w 1981 roku irlandzką pisarką. W 2004 roku zadebiutowała powieścią „P.S. Kocham Cię”, która okazała się tak wielkim sukcesem, że sprzedano ją do czterdziestu krajów. Od tamtej pory Ahern wydała dziesięć kolejnych książek. W 2010 roku wyszła za mąż, jest matką dwójki dzieci.

Lucy prowadzi szczęśliwe życie – ma piękne mieszkanie, stabilną, dobrze płatną pracę, którą uwielbia, i już dawno zapomniała o nieudanym związku z Blake'iem, który sama zakończyła. Lucy ma też pewną przypadłość – ciągle kłamie. Oszukuje nie tylko rodzinę i znajomych, ale także samą siebie. Stworzyła wokół siebie otoczkę kłamstw, a tak naprawdę mieszka w wynajętej kawalerce z kotem znalezionym na śmietnisku, jej praca nie daje jej satysfakcji, a przede wszystkim jest samotna i mimo upływu czasu nadal rozpamiętuje bolesne zerwanie związku przez Blake'a. Pewnego dnia otrzymuje dziwny list z prośbą o spotkanie, nadawcą okazuje się jej Życie. Lucy niechętnie się na nie zgadza. Jak wypadnie konfrontacja z Życiem? Czy Lucy nauczy się mówić prawdę?

- Pamiętaj, że żyć pełnią życia można bez mężczyzny. Najważniejsze to być zadowoloną z siebie.

„Pora na życie” to już siódma przeczytana przeze mnie książka Cecelii Ahern. Dotąd autorka ta kojarzyła mi się z niezwykle ciepłymi, uroczymi historiami, owszem, o miłości i codziennym, zwykłym życiu, ale opowiedzianymi w sposób niebanalny i mądry. Nie inaczej jest tym razem. Książka ta to niezwykła opowieść o tym, że nie wszystko w naszym życiu musi być idealne, są wzloty i są upadki, a grunt w tym, żeby nie wstydzić się tych drugich i przede wszystkim nie tworzyć wokół siebie pozornie doskonałej iluzji, ale przyznawać się do porażek.

Moje życie było pracą życia mojego Życia.

Cecelia Ahern ma prawdziwy dar do opowiadania o zwykłych rzeczach w niezwykły sposób. W „P.S. Kocham Cię” opowiadała o sile miłości za pomocą listów zmarłego ukochanego; ciskając bohaterkę „Krainy zwanej Tutaj” do miejsca, w którym znajdują się wszystkie zagubione rzeczy i ludzie, pokazywała, że nic i nikt nie znika i wszystko da się odnaleźć, łącznie z samym sobą; wykorzystując natomiast listy, kartki urodzinowe, sms-y czy e-maile, ukazywała siłę przeznaczenia i to, że ludzie sobie przeznaczeni prędzej czy później w końcu się odnajdą. Z kolei w „Pora na życie” pojawia się postać Życia – osoby, która wie o danym człowieku wszystko, i to dosłownie, i jest jego swoistym opiekunem. Kiedy życie takiej osoby nie jest zadowalające, do akcji wkracza Życie i robi wszystko, aby jej pomóc. Dla jasności – Życie to nie żadna magiczna czy nadnaturalna istota. To normalny człowiek, którego widzi zarówno Lucy, jak i każdy inny. W jej przypadku to zwykły urzędnik, z początku niechlujnie ubrany, wyglądający na zmęczonego i mający niezbyt świeży oddech. Co ważne – tylko z początku, bo w zależności od życia Lucy, Życie się zmienia. Jeśli jest dobrze – Życie to przystojny mężczyzna ubrany w świeżą koszulę i garnitur. Jeśli jest gorzej, niż było – Życie dostaje na przykład nieładnie wyglądającej wysypki. Brzmi świetnie, prawda? I takie jest. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem pomysłowości pani Ahern. Myślę, że z tych wszystkich książek tej autorki, które czytałam, fabuła tej zaskoczyła mnie i urzekła najbardziej.

Tak to w życiu działa. Zbiegi okoliczności są, tak czy owak, konieczne. Nieustannie następują takie zdarzenia między nami a innymi ludźmi i ty sądzisz, że dzieje się tak bez powodu? Gdyby nie istniał żaden powód, jaki byłby w tym sens? Wszystko jedno, co powiesz, z kimkolwiek się zetkniesz, zawsze coś z tego wynika.

Jednak czym byłaby nawet tak świetnie obmyślana fabuła, gdyby nie humor i naprawdę dobrze wykreowane postaci. Lucy od początku stała się moją ulubienicą. Nie wiem, jak Wam, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, żeby główny bohater lub bohaterka kłamał/a w żywe oczy. Moje oczy. Lucy potrafi całą stronę rozwijać przed czytelnikiem przepiękny obraz, opowiadając na przykład o wspaniałej pracy czy cudownych relacjach z rodzicami, aby po chwili stwierdzić – „skłamałam”. Jest naprawdę idealnym przykładem notorycznego kłamcy, jednak szybko da się zauważyć przyczyny takiego zachowania: Lucy jest po prostu bardzo, bardzo samotna i sfrustrowana swoimi niepowodzeniami. To naprawdę świetna postać, bardzo żywa, ludzka, niedoskonała jak każdy z nas. Nie mniej genialną postacią jest Życie – z początku odpychający urzędnik, z czasem zmieniający się w ciepłego mężczyznę, któremu zależy jedynie na dobru Lucy. Jest z nią w każdym momencie jej życia – w pracy, w domu, na obiedzie u rodziców, na spotkaniu z przyjaciółmi itd. I posiada nad nią sporą przewagę – zna przecież wszystkie kłamstwa, jakimi Lucy od lat raczyła kolegów z pracy, sąsiadów, rodzinę czy przyjaciół i gotowy jest wyjawić je bez mrugnięcia okiem, jeśli Lucy kolejny raz skłamie. Iście wybuchowa para, dwa silne temperamenty. I co ważne – nie spłycono tego wątkiem miłosnym. A przynajmniej nie między nimi.

Nigdy tak naprawdę nie przestaniesz pamiętać o czymś, co zrobiłeś, choć, jak dobrze wiesz, nie powinieneś. Takie rzeczy pałętają się w twojej świadomości, snują się po jej obrzeżach niby złodziej przeprowadzający rekonesans przed skokiem. Widujesz je, jak teatralnie czają się obok w pasiastej czerni i bieli i chowają za skrzynką pocztową, gdy znienacka się odwracasz, by stawić im czoło. Albo pojawiają się niczym znajoma twarz, która miga ci w tłumie, a potem znika.

„Pora na życie” jest świetną opowieścią o tym, że porażki wpisane są w naszą egzystencję, w końcu błądzić jest rzeczą ludzką. Poza tym to historia o tym, jak łatwo jest koloryzować, ukazywać rzeczy w lepszym świetle, aż w końcu kłamać, tworząc sobie bezpieczny kokon, w którym można się schronić, ale także o tym, jak trudno jest się z niego wydostać, kiedy kłamstwa zaczną się piętrzyć i wszystko wychodzi spod kontroli. W końcu to powieść o akceptacji siebie, szukaniu jasnych stron nawet w najciemniejszych sytuacjach. Wszystko to opowiedziane w prosty, przystępny i humorystyczny sposób, a przy tym bardzo mądry.

Na mnie ta książka wywarła ogromne wrażenie, mimo że z początku się tego nie spodziewałam. Zachwyciła mnie, niekiedy rozśmieszyła, ale przede wszystkim nauczyła, że należy żyć w zgodzie z samym sobą – i swoim Życiem. Poza tym myślę, że Życie to taka swoista metafora przyjaciela, w związku z czym „Pora na życie” pokazuje też, że warto mieć u swojego boku kogoś gotowego do pomocy, kiedy nasze życie zacznie się rozsypywać. Cudowna książka. Polecam gorąco wszystkim. W dorobku pani Ahern to chyba moja ulubiona. 

9 komentarzy:

  1. Książkę czytałam jakiś czas temu, ale zapadła mi w pamięć. Pierwszy raz się spotkałam z tak poprowadzoną fabułą, a przyznaję, że innych ksiażek autorki nie czytałam. Jakoś do mnie nie przemówiła, choć jest uwielbiana na całym świecie. "Pora na życie" jednak jest mile wspominaną przeze mnie lekturą, której rezenzje umieściłam kiedyś na blogu. Jeśli będziesz wytrwała, to może znajdziesz :D Czemu wcześniej do Ciebie nie wpadłam? Blog super. W wolnej chwili wpadnij do mnie ;)

    Pozdrawiam serdecznie
    nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przypadła mi ta książka do gustu, ale muszę stwierdzić, że niestety, ale teraz niewiele pamiętam, co właściwie mi się podobało, czas sprawił, że jednak muszę stwierdzić, że początkowe zachwyty teraz przerodziły się raczej obojętność... Ale powieść czytało mi się całkiem miło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki, a Ty masz już tyle na koncie :) Kiedyś na pewno się skuszę, z ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, sama się zdziwiłam, kiedy liczyłam przy pisaniu tej recenzji, która to już książka Ahern na moim koncie. :D Trochę smutno, bo to oznacza, że mało mi zostało. xD

      Usuń
  4. Do tej pory czytałam tylko "Love,Rosie" tej autorki. Bardzo mi się tamta powieść podobała, więc chętnie sięgnę również po "Porę na życie". Bardzo intryguje mnie postać Życia ;)

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno przeczytam! ,,Love, Rosie" tej autorki uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszy mnie, że w książce nie brakuje też humoru. Przeczytam z przyjemnością. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokochałam "P.S. Kocham Cię". Teraz czytając Twoją recenzję wiem, że pani Ahern zaskakuje ponownie. Myślę że to kolejna powieść która przypadnie mi do gustu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń