30 maja 2019

[250] Czy to thriller czy nie thriller? – „Złota klatka”



Camilla Lackberg – niekwestionowana królowa szwedzkiego kryminału, a pewnie i kryminału w ogóle. Swoją serią o Fjallbace zdobyła serca czytelników na całym świecie, ale teraz pora na nowe. Złota klatka to pierwszy tom nowego cyklu Camilli Lackberg, cyklu z Faye, czyli jego główną bohaterką. Miał być to thriller psychologiczny, ale czy na pewno tak jest?

Faye ma wszystko – ukochanego męża, cudowną córeczkę, apartament w najlepszej dzielnicy Sztokholmu, dużo pieniędzy, salonowe towarzystwo z wyższych sfer i pozornie idealne życie. Coraz częściej jednak czuje, że kręci się ono wokół ciągłego zadowalania męża, Jacka, który nie traktuje jej już tak dobrze jak na początku ich związku. Faye ma poczucie, że niepotrzebnie poświęciła siebie, swoje ambicje, plany, marzenia, a także swoją osobowość dla człowieka, z którym łączy ją coraz mniej. Wrażenie zamknięcia w złotej klatce stopniowo w niej narasta, aż w końcu wszystkie negatywne uczucia względem Jacka muszą znaleźć swoje ujście.

Wielu czytelników uważa, że Złota klatka zdecydowanie nie jest thrillerem psychologicznym, a powieścią obyczajową, która co najwyżej zawiera elementy thrillera. Opis wydawcy znów nie trafia w sedno (ostatnio trafiłam na wiele takich książek, to jakaś plaga) i robi nadzieję nie tyle na thriller, co wręcz na kryminał – a wątek kryminalny w Złotej klatce to zdecydowanie jeden z wątków pobocznych i co więcej, wątków końcowych. Uważam, że usilne próby zrobienia z tej książki na siłę kryminału z myślą o tym, że przecież nazwisko autorki jednoznacznie kojarzy się właśnie z tym gatunkiem, działa de facto na szkodę tej książki. Książki, która moim zdaniem nie jest tak zła, jak mówią niektórzy, ale nie jest też wyjątkowa czy odkrywcza. Wreszcie – książki, która jest thrillerem psychologicznym, jeśli wyraźnie oddzielimy thriller od kryminału. Coraz częściej mamy z tym problem i wrzucamy te dwa gatunki do jednego worka, a to nie jest to samo. W Złotej klatce kluczowym pytaniem nie jest to, czy Jack zabił swoją córkę, nie ma tu śledztwa, nie ma podążania za domniemanym zabójcą, tu naprawdę nie o to chodzi. Ale jeśli nie o to – to o co?


Podczas lat spędzonych z Jackiem zdejmowała z siebie warstwę po warstwie. Aż nic nie zostało.

Złota klatka to opowieść skoncentrowana na Faye. Kobiecie z przeszłością, która nieustannie majaczy gdzieś na horyzoncie, jest sygnalizowana i z której powoli opada zasłona milczenia zarzucona na nią lata temu przez Faye. Przeszłość, która jest tak naprawdę dzieciństwem Faye, to jednak wątek drugoplanowy, na pierwszym planie zaś jest teraźniejszość. A właściwie teraźniejszość i lata studenckie. Faye przeprowadziła się ze swojego małego miasteczka zaraz po ukończeniu szkoły i zamieszkała w Sztokholmie, mając nadzieję rozpocząć studia na prestiżowym uniwersytecie. Obecne wydarzenia przeplatają się więc z wydarzeniami z czasów studenckich, a razem tworzą pełen portret Faye. I to właśnie w tej postaci tkwią te elementy „psychologiczności” i „thrillera”. Ci, którzy twierdzą, że to powieść obyczajowa o kobiecie mszczącej się na mężu, chyba nie wyłapali niuansów, które pokazują prawdziwe oblicze Faye. Bo Faye ma pewną mroczną stronę, która niekiedy dochodzi do głosu – zwłaszcza wtedy, kiedy różne sprawy zaczynają się komplikować. Czy Faye jest niesamowicie głęboką postacią, którą trudno zrozumieć i która zaskoczy czytelnika swoimi niekonwencjonalnymi metodami rozwiązywania problemów? Raczej nie. Jej mechanizm działania, choć skrzywiony, jest w zasadzie prosty i łatwy do przewidzenia, co nie zmienia faktu, że to właśnie postać Faye jest najważniejszym punktem tej opowieści, a narracja koncentruje się na jej stanie umysłu, na jej psychice.

Camilla Lackberg w moim odczuciu poszła jednak na zbytnią łatwiznę. Nie sztuką jest wykreować bohatera, który śpi na pieniądzach, ma wszędzie kontakty i w zasadzie może wszystko, co mu się zamarzy. To jest bohater najnudniejszy ze wszystkich, najłatwiejszy do prowadzenia, ale też najmniej wiarygodny. Wielokrotnie, czytając tę książkę, miałam poczucie, że pewne rzeczy przychodzą Faye zbyt łatwo. Wiele razy myślałam sobie „no okej, ale jak ona to zrobiła, jak to się stało, dlaczego mi tego, Camillo, nie pokażesz, dlaczego nie piszesz o procesie, tylko od razu prezentujesz efekt?”. Bo tak rzeczywiście jest – tam, gdzie normalny człowiek napotkałby wiele trudności, Faye w ogóle nie dociera, ona od razu pojawia się na końcu drogi, na finiszu, cieszy się z efektu, sprawiając wrażenie, że wszystko przychodzi jej tak łatwo jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dziwię się, że autorka tak doświadczona i zaprawiona w pisaniu jak Camilla Lackberg popełniła taki błąd. Poszła wielokrotnie na skróty, nie raz popchnęła fabułę w czasie do momentu, który był łatwiejszy do opisania, zapełniając luki czasowe jednym czy dwoma zdaniami i zapominając, że w dobrych książkach bardziej liczą się czyny niż słowa.



Cała fabuła w ogóle nie jest odkrywcza i myślę, że to jest to, co powoduje w czytelnikach największe rozczarowanie. Trudno mi się odnieść do poprzednich książek Lackberg, ponieważ czytałam tylko dwie i to dawno temu (ponad 6 lat temu; od dawna zbieram się i zbieram do tego, by wrócić do serii o Fjallbace, ale ciągle mi nie po drodze), natomiast Złota klatka jak na takie nazwisko jak Lackberg to po prostu zwykły przeciętniak, żeby nie powiedzieć – powieść grubo poniżej oczekiwań. To mógłby być fajny debiut, zapowiadający, że autor się dopiero rozkręca, ale nie piętnasta (jeśli dobrze liczę; wliczając też książkę kucharską i książkę dla dzieci) książka z kolei. Ponadto nie wiem, jak Lackberg wyobraża sobie kolejne tomy, jeśli główną bohaterką ma być Faye. To nie jest kryminał, żeby Faye nagle zaczęła rozwiązywać sprawy morderstw. Można ewentualnie wrócić do czasów dzieciństwa Faye, chociaż zaskoczenia nie będzie, bo sporo kart zostało odkrytych w Złotej klatce. Nie wiem, mam spore wątpliwości, czy Lackberg idzie w dobrą stronę – obawiam się, że jeśli ma to być faktycznie kolejny cykl, to może być tylko gorzej, bardziej na skróty, jeszcze mniej wiarygodnie i jeszcze mniej odkrywczo. Prosta droga do tego, by stracić zaufanych czytelników.

Ostatecznie więc jak widać – fifty fifty, jak to mówią. Moim zdaniem Złota klatka to jest thriller psychologiczny, a nie powieść obyczajowa (pewne rzeczy, które wydarzyły się tutaj, po prostu nie wydarzają się w powieściach obyczajowych), to jest jednak jedynie kwestia nazewnictwa. Tak naprawdę to po prostu opowieść jedna z wielu, podobna do setki innych, czytająca się dobrze, ale szybko wyparowująca z głowy i zdecydowanie nie na miarę tak znakomitej autorki jak Lackberg. Może już lepiej byłoby dopisać jedenasty tom do sagi o Fjallbace? Sama nie wiem, co za dużo, to niezdrowo, ale jeśli coś działa, to po co rezygnować z tego na rzecz czegoś, co nie działa? Oceńcie sami, czy Złota klatka to książka dla Was. Moim zdaniem to średniak.

Informacje o książce:
Autor: Camilla Lackberg
Tytuł oryginalny: En bur av guld
Ilość stron: 400
Literatura: szwedzka
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Faye (tom I)
Moja ocena: 6/10

3 komentarze:

  1. Jeju! Mam sporo książek tej autorki na półce, a jakoś jeszcze nie miałam okazji nic od niej przeczytać :( a nawet i ta książka mnie ciekawi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czeka w kolejce :) Z sentymentu do autorki muszę przeczytać

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam zamiar ją przeczytać bo czytałam dużo dobrych recenzji ale kiedy to nie wiem a twój blog jest śliczny :D

    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń