16 sierpnia 2016

[77] Bo o Łotyszach mówi się rzadko – „W butach do tańca przez syberyjskie śniegi”

Autor: Sandra Kalniete
Tytuł oryginału: With dance shoes in Siberian Snows
Ilość stron: 384
Literatura: łotewska
Wydawnictwo: Znak
Moja ocena: 9/10
Wyzwania:
  • 52 książki 2016 (41/52)
  • przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 2,4 cm)
 
Łotwa przeżyła jedną po drugiej trzy okupacje, których łączna długość - pięćdziesiąt lat - przekracza wszystko, czego Europa doświadczyła w XX wieku.


 
 
 
 
Wyobraźmy sobie kogoś, kto w wieku trzydziestu pięciu lat nagle odkrywa, że jego pamięć jest rażąco wybrakowana: jej prywatne elementy nie przystają do publicznych. Spoiwo się rozeschło. Wszędzie widać ziejące dziury. W pierwszej chwili osoba ta zamiera w bezruchu - boi się, że budowla jej pamięci runie w gruzy. Potem jednak wykonuje ruch - i rzeczywiście wszystko się rozpada; to jednak pozwala jej zacząć budowanie od nowa. Takiego właśnie odkrycia dokonała Sandra Kalniete w 1987 roku, podczas pierwszych publicznych demonstracji zorganizowanych przez niewielką grupę łotewskich dysydentów, którzy w proteście przeciw sowieckim deportacjom składali kwiaty pod ryskim pomnikiem Wolności. 
 
Sandra Kalniete urodziła się w 1952 roku w Togurze, w ZSRR. Przez wiele lat żyła nieświadoma tego, co przeżyła jej rodzina podczas I i II wojny światowej. Dorastała w duchu sowieckiej propagandy, a rodzice celowo, aby ją chronić, nie mówili jej o tym, jak wiele złego spotkało ich, jako Łotyszy, najpierw pod sowiecką, następnie pod niemiecką i znowu pod sowiecką okupacją. Dopiero w latach osiemdziesiątych Kalniete zdecydowała się odtworzyć losy swoich krewnych, którzy, podobnie jak inne łotewskie rodziny, padli ofiarą obu totalitaryzmów XX wieku. Dzisiaj Kalniete jest łotewską polityk, zajmowała stanowisko komisarza europejskiego i była deputowaną do Parlamentu Europejskiego VII i VIII kadencji.

Tak rozpoczęło się konstruowanie wielopiętrowej budowli - historii własnej rodziny jako części historii narodu. Rodzina Kalniete odzwierciedla bowiem i skupia w sobie losy narodu łotewskiego w XX wieku, na które złożyły się: włączenie łotewskich ziem do rosyjskiego imperium; I wojna światowa; walka o zdobycie - a potem zagospodarowanie - niepodległości; okupacja sowiecka; aresztowania i zsyłki; okupacja hitlerowska; Holokaust; uchodźcza wędrówka na Zachód w obliczu zagrożenia drugą okupacją sowiecką; wojna partyzancka z sowieckim okupantem; dalsze aresztowania i deportacje; wreszcie wyzwolenie spod okupacji i odzyskanie niepodległości. 
 
Książka Sandry Kalniete to z jednej strony swego rodzaju kronika jej rodziny – opowieść zaczyna się od jej dziadków z obu stron – a z drugiej zapis tego, co w mniejszym lub większym stopniu dotknęło każdą łotewską rodzinę w XX wieku. Zsyłki, wywózki, aresztowania, walki o niepodległość, deportacje, wędrówki po Syberii – tak przedstawiają się losy mniej więcej każdej łotewskiej rodziny. Historia XX wieku dziś nie jest zatajana ani przekłamywana, wszyscy mamy świadomość tego, co działo się na naszych, polskich ziemiach. Często jednak zapomina się o tym, że Polska nie była jedynym krajem dotkniętym wojną i okupacją. Jeśli pamiętamy o naszych sąsiadach, to raczej tylko o Ukraińcach i Białorusinach. A przecież są jeszcze kraje bałtyckie, których historia rysuje się w równie ciemnych barwach, co nasza. Póki nie trafiłam na tę książkę, właściwie nie myślałam o tym, jakie piętno mogła odcisnąć wojna na Litwinach, Łotyszach czy Estończykach. Dopiero kiedy znalazłam tę książkę i dowiedziałam się, że Sandra Kalniete pochodzi z Łotwy, zdałam sobie sprawę z tego, że rzadko się o nich mówi w kontekście wydarzeń XX wieku. A kompletnie nie rozumiem dlaczego, ponieważ historie łotewskich rodzin są równie tragiczne i naznaczone cierpieniem, co historie rodzin polskich. 
 
Kalniete, budując osobistą pamięć i pamięć własnej rodziny, osiąga znacznie więcej: pomaga swemu narodowi, Europie i światu choć w części odzyskać pamięć, która również przez długi czas była przysłonięta sfingowanymi sprawami sądowymi i przekłamaną historią.

Nie da się ukryć, że książka Sandry Kalniete nie jest dla każdego. To przede wszystkim książka typowo historyczna – mimo że autorka rekonstruuje w niej historię swojej rodziny, to równie ważne jest w niej tło historyczne. Sandra Kalniete z wielką szczegółowością przedstawia łotewską historię – podaje daty, miejsca, liczby, dokładnie opisuje fakty i sytuacje, które miały miejsce, a to, czego nie udało jej się wpleść w narrację, dodaje w bardzo rozbudowanych przypisach, które uzupełniają lekturę. Nie bez powodu przypisy z tyłu książki zajmują aż trzydzieści stron – daje to więc pewien obraz tego, jak wiele historycznych informacji zawiera książka Kalniete. „W butach do tańca przez syberyjskie śniegi” jest wyważona pomiędzy opowieścią o rodzinie a książką historyczną. Kalniete niejako dystansuje się od więzów krwi, jakie łączą ją z osobami, o których pisze – rzadko nazywa je „moja mama”, „moja babcia”, wymienia je raczej z imion, aby tytuł ten bardziej przypominał literaturę faktu, książkę historyczną. Przez taki zabieg książka jest mniej osobista, a bardziej publiczna – napisana po to, aby przedstawić dzieje narodu łotewskiego, a nie pojedynczej rodziny.

Kiedy Ligita opuściła szpital, ojciec poszedł do urzędu po mój akt urodzenia. Po dopełnieniu wszelkich formalności komendant powiedział: „Aivarsie Aleksandrowiczu, w przyszłości piętnastego i trzydziestego każdego miesiąca musicie rejestrować swoją córkę”. I ze śmiechem dodał: „Bo musimy mieć pewność, że nie opuściła samowolnie miejsca osiedlenia”. Ojciec był oszołomiony. Oczekując mojego przyjścia na świat ani on, ani matka nie zdawali sobie sprawy z gorzkiej prawdy, że ich dziecko od chwili narodzin jest „zesłane na wieczne czasy”. Z ciężkim sercem ojciec powlókł się do baraku. Przeklinał siebie za naiwność: jak można było ulec złudnym marzeniom o szczęściu i przez to skazać własną córkę na życie w Sybirze! „Ścierwa! Szubrawcy!” - krzyczał w duchu. Po powrocie do domu spojrzał spod nachmurzonych brwi na żonę i burknął: „Nie wydamy na świat kolejnych niewolników”. Nie mam braci ani sióstr.

Jednak mimo że intencją autorki wyraźnie była owa pomoc w „odzyskaniu pamięci”, nie da się nie zauważyć wpływu wydarzeń XX wieku na nią samą. Sandra Kalniete nie wychowywała się w rodzinie, która spotykałaby się co jakiś czas, aby celebrować jakieś rodzinne święto. Nie poznała żadnego dziadka, a okupację przeżyła tylko jedna jej babcia. Minęło wiele czasu, nim jej matka ponownie spotkała się ze swoimi braćmi, którzy wyjechali za granicę, gdyż uzyskanie zgody na wyjazd w niepodległej Łotwie było do późnych lat osiemdziesiątych rzeczą niemożliwą. Naznaczenie wojną było widoczne choćby w tym, jak rodzice Sandry kończą każdy posiłek. Autorka wspomina: „Gestem, który stał się już zwyczajem, matka bierze kromkę chleba, przełamuje na pół i podaje jedną część ojcu. Potem oboje zaczynają wycierać do czysta swoje talerze. Tak, żeby nie została ani kropla sosu, ani okruszyna chleba. Minęły już czterdzieści cztery lata, odkąd wrócili z Syberii, ale głód, którego tam zaznali, naznaczył ich na całe życie”. Historia rodziny Sandry Kalniete to historia niezwykle poruszająca, mimo że przecież jest uderzająco podobna do wszystkich, o których można usłyszeć lub przeczytać. Głód, mróz, choroby, tęsknota za krajem i za rodziną, brak wieści od krewnych, praca ponad siły – te opowieści wyglądają niemalże tak samo, a mimo wszystko każda wywołuje silne emocje. W przypadku rodziny Sandry Kalniete nie jest inaczej.

Emiliji nie było sądzone spotkać się ponownie z synami ani poznać swoich wnuków. Umarła, nie wiedząc nawet, że ma czternaścioro wnucząt. Moja mama spotkała się z braćmi dopiero po wielu latach. Voldemars odwiedził Łotwę w 1982 roku. Wiedział, że oglądanie tego, co Sowieci zrobili z jego ojczyzną, będzie niewiarygodnie bolesne, ale zebrał się na odwagę i przyjechał, bo nadzieja na to, że siostrę wypuszczą za granicę, przepadła. [...] Dopiero w 1987 roku, pod wpływem nowej polityki Michaiła Gorbaczowa, procedury dotyczące odwiedzania krewnych za granicą zostały uproszczone i moja mama otrzymała długo oczekiwane zwolnienie. Viktors i Ligita spotkali się na lotnisku w Montrealu; od nocy 14 czerwca 1940 roku, gdy Viktors patrzył z rozpaczą, jak czekiści zabierają jego rodziców i siostrę do ciężarówki, minęło czterdzieści siedem lat. Średni brat, Arnolds, żeby spotkać się z siostrą, przyleciał z Anglii do Toronto. Było to ich ostatnie spotkanie, bo rok później już nie żył.

Oddzielone od siebie rodziny zawsze wywołują we mnie najsilniejsze emocje. Dla ludzi w moim wieku rzeczą niewyobrażalną jest nie mieć wiadomości od krewnych, nie móc się z nimi spotkać, nie wiedzieć, gdzie są. A przecież rodzice Sandry w momencie zsyłki na Syberię byli w podobnym wieku. Dzisiaj jesteśmy wolni – i Polacy, i Łotysze. Ale warto pamiętać o tym, że były takie czasy, w których działy się rzeczy okropne, tragiczne. Warto pamiętać o historii.

20 maja wsiedliśmy w Kołpaszewie na statek. Rozpoczęła się długa droga powrotna do domu. Moja matka czekała na tę chwilę szesnaście lat, ojciec i babcia - osiem lat i trzy miesiące, ja sama - cztery lata i pięć miesięcy.
 

3 komentarze:

  1. O Łotyszach mówi się bardzo rzadko I wcześniej nawet nie wiedziałam o istnieniu takiej książki, aleteraz z wielką chęcią bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że to kolejna książka, która nie pozostawia człowieka lekko zmienionego po przeczytaniu :)
    Ja chcę drugie życie, w którym mógłbym czytać 24/7, to może bym wszystko co chcę przeczytał :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo interesuję się historią, zwłaszcza tą najnowszą. Zawsze z ogromną ciekawością poznawałam wojenne losy różnych ludzi, choć nie ukrywam, że najbardziej interesowali mnie Polacy. To chyba naturalne - jestem Polką, więc historia Polski i moich rodaków jest mi najbliższa.
    Jednak chętnie poznam też losy Łotwy. Dziękuję, że zwróciłaś moją uwagę na tę książkę, bo sama z siebie pewnie bym jej nawet nie zauważyła w księgarni albo bibliotece ;)
    I jak najbardziej podpisuję się pod Twoimi słowami - warto pamiętać o historii.

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    PS. Nominowałam Cię do LBA - szczegóły znajdziesz na moim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń