2 lipca 2015

[24] Coś się stało – „Przebudzenie”

Autor: Stephen King
Liczba stron: 534
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Język oryginału: amerykański

Religia to teologiczny odpowiednik klasycznego przekrętu ubezpieczeniowego, polegającego na tym, że rok po roku wnosisz składki, po czym, kiedy chcesz ze swojej sumiennie opłacanej polisy skorzystać, dowiadujesz się, że firma, która brała od ciebie pieniądze, tak naprawdę nie istnieje.


 Stephena Kinga nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten dobiegający siedemdziesiątki amerykański autor z Portland w ostatnich latach zdaje się ścigać z samym sobą. Wydaje książkę za książką, udowadniając tym samym, że w pełni zasługuje na miano Mistrza. „Przebudzenie” w Polsce ukazało się 13 listopada 2014 roku, jest więc jedną z nowszych, ale już nie najnowszą powieścią Kinga.

Charles Jacob zostaje nowym pastorem w małym miasteczku w Nowej Anglii. Młody mężczyzna, który dopiero co skończył seminarium, wprowadza się tam wraz ze swoją piękną żoną i uroczym synkiem. Niewielka społeczność jest zachwycona nowym pastorem, którego obecność przyciąga wielu wiernych do kościoła. Młody Charles robi także ogromne wrażenie na dziewczętach, zaś jego żona zyskuje uwagę chłopców. W tym samym miasteczku żyje rodzina Mortonów – małżeństwo z czterema synami i córką. Najmłodszy z rodzeństwa, sześcioletni Jamie, szybko zaskarbia sobie przyjaźń nowego pastora. To jemu Charles będzie opowiadał o swojej pasji, jaką jest elektryczność, a także ze względu na niego za pomocą skonstruowanego przez siebie urządzenia wyleczy jego brata. Sielanka trwa dopóki żona i syn Charles'a nie giną w straszliwym wypadku. Silny wstrząs, rozpacz po stracie będą powodem załamania się wiary pastora, w wyniku czego wygłosi bluźniercze kazanie, które zapamiętają wszyscy wierni i które będzie powodem wygnania Jacobsa z miasteczka. Jednak dzień jego wyjazdu bynajmniej nie będzie dniem, w którym Jamie Morton i Charles Jacobs spotkają się po raz ostatni. Życie ponownie postawi ich sobie nawzajem na drodze, zupełnie w innych okolicznościach.

W „Przebudzeniu” przyciąga właściwie wszystko. Mroczny, tajemniczy, ciężki klimat, naturalny dla Kingowskich powieści, wzmaga wrażenie tego dziwnego rodzaju niepokoju, który podświadomie podsuwa jedno zdanie: coś się musi stać. I faktycznie, dzieje się dużo. Stephen King nie oszczędza swoich bohaterów. Ich kreacja wypada jak zwykle świetnie. Charles Jacobs po ostatnim kazaniu, Strasznym Kazaniu, jak zwykło się mówić, diametralnie się zmienia. Porzuca bycie pastorem, porzuca Kościół i samego Boga, a w zamian skupia się na niemal magicznych właściwościach elektryczności, z której czyni już nie pasję, a obsesję. To właśnie ona ma doprowadzić do tytułowego, tajemniczego przebudzenia. Jamie Morton zaś jako dorosły już człowiek ma za sobą bogatą, ale niezbyt chlubną przeszłość. Skutecznie rozwijał swój przypadkiem odkryty w młodości talent do gry na gitarze, co miało swoje dobre – członkostwo w wielu zespołach muzycznych – jak i złe strony – uzależnienie od narkotyków. Są to charakterystyczne typy postaci dla Kinga – skrajne, szalone, pogubione w życiu. I obie mają własne demony, z którymi muszą się zmierzyć, prędzej czy później.

Jednak „Przebudzenie” to przede wszystkim wizja, jedna z propozycji odpowiedzi na odwieczne pytania ludzkości: co się dzieje, gdy umieramy? King podejmuje polemikę z religią, z nauką Kościoła, pokazując na jednym, prostym przykładzie kruchość ludzkiej wiary. Cała akcja zmierza do jednego: do sceny finałowej, która prowadzi czytelnika wraz z Jamiem Mortonem do jedynego miejsca, w którym można uzyskać odpowiedź na postawione wyżej pytanie – w same zaświaty – aby przekonał się na własne oczy, czego człowiek może spodziewać się po śmierci. A wizja jest iście przerażająca, zupełnie odmienna od tej, którą głosi Kościół. Ale trzeba przyznać – całkiem w stylu Kinga. Mroczna, budząca odradzę, lęk, a może nawet sprzeciw przed tak marnym końcem ludzkiego żywota.

Ciekawym smaczkiem jest oprawa graficzna książki. Wystarczy ściągnąć aplikację na telefon, a potem zbliżyć go do okładki, w efekcie czego wyświetli się krótki materiał filmowy. Byłam zachwycona takim pomysłem. Okazuje się, że i literatury nie omija postęp technologiczny.

Jestem pod wielkim wrażeniem. „Przebudzenie” to książka bardzo dobra, a jedynym jej minusem było to, że trochę za długo się rozkręcała. Akcja nabierała tempa i nabierała, ale nie mogła się rozpędzić. Mimo wszystko nadal bardzo mi się podobała – przypuszczam też, że King ma u mnie taryfę ulgową, ponieważ jest bezsprzecznie moim ulubionym pisarzem. Czy polecam? Oczywiście, że tak, chociaż warto zaznaczyć, że to nie jest książka, która co stronę ma straszyć zjawą zza rogu – to raczej powieść, która ma powolutku, nieśpiesznie zasiewać ziarenko niepokoju w umyśle czytelnika, aby na koniec nastąpiło całkowite przebudzenie lęku o to, co nieuchronne.

Ocena: 8/10

2 komentarze:

  1. Szanuje Kinga, ale jakoś nie zawsze się z nim lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę! Według mnie bardzo dobra. Spodobała mi się Twoja recenzja :)

    OdpowiedzUsuń