29 grudnia 2016

[98] Muszę odnaleźć siostrę, ale po drodze uratuję świat – „Angelfall”

Autor: Susan Ee
Tytuł oryginału: Angelfall
Ilość stron: 316
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Filia
Seria: Opowieść Penryn o końcu świata (tom I)
Moja ocena: 6/10
Wyzwania:
  • 78 książek 2016 (80/78)
  • przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,5 cm)
  • wyzwanie czytelnicze 2016: postapokalipsa 

Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim zwycięstwem jest przeżycie kolejnego dnia.
 

Na ziemię zstąpiły anioły. Nie są jednak uosobieniem dobra, wręcz przeciwnie – sieją zniszczenie, strach, ludzi mając za wrogów. Państwa upadają, szpitale i urzędy pustoszeją, przestają działać komórki. Ludzie próbują się bronić, za dnia na ulicach rządzą gangi. Nic już nie jest pewne. Świat pogrąża się w zagładzie. Pewnego dnia siedemnastoletnia Penryn jest świadkiem porwania przez anioła swojej niepełnosprawnej młodszej siostry. Widzi też walkę jednego anioła z drugim – przegranemu zostają odcięte skrzydła. Penryn decyduje się pomóc mu, aby utrzymał się przy życiu. Aby odnaleźć siostrę, zmuszona jest połączyć z nim siły, ponieważ tylko on może ją doprowadzić do Gniazda.
 
„Angelfall” miało być jedną z tych lepszych młodzieżówek postapo. Czytałam o tej książce dużo pozytywnych opinii. Zachęcające były wszelkie zachwyty nad fabułą i postaciami. Z samych recenzji „Angelfall” jawiło mi się jako wyjątkowa powieść, ale czy tak było? Według mnie nie do końca.

Z pewnością na samym początku duże wrażenie robi pomysł. Jest oryginalny, tego nie można autorce odmówić. Anioły, postacie dotąd zawsze dobre, miłosierne, sprawujące nad człowiekiem opiekę, tutaj zostały ukazane jako istoty złe, brutalne, mające ludzi za przeszkodę, którą należy usunąć. Sieją postrach i zniszczenie, choć z zewnątrz są piękne, wręcz idealne. Jest więc świat po apokalipsie, świat zdewastowany, wyludniony, niebezpieczny, świat, w którym na każdym kroku można spotkać śmierć. Myślę, że oczywiste i zamierzone jest skojarzenie z biblijnym końcem świata, choć tu nie ma nic wspólnego z Bogiem – bo nawet anioły nie wiedzą, czy On istnieje. Cała ta otoczka robi świetne wrażenie, jest rzeczywiście powiewem świeżości w gatunku, jakim jest postapo. Zaskakuje też to, że miejscami „Angelfall” jest bardzo brutalne i dosadne w opisach. Mimo że, nie da się ukryć, jest to dystopia dla młodzieży, autorka niejednokrotnie szokuje obrazami, jakie maluje przed oczami czytelnika. Są krwawe i okrutne, a plastyczność opisów sprawia, że z wielką siłą docierają do osoby czytającej.
 
Na uwagę zasługuje też język, jakim posługuje się Susan Ee. Zwykle książki młodzieżowe napisane są w sposób nieskomplikowany, niewymagający, występuje w nich sporo dialogów – ogólnie rzecz biorąc, język nie jest czymś, co wysuwa się na pierwszy plan w takich książkach. Zazwyczaj po prostu jest – zwykły, niczym się niewyróżniający. „Angelfall” nieco się z tego stereotypu wyłamuje, język nie jest taki prosty, mimo że narratorką jest Penryn. Zwykle nie przepadam za narracją pierwszoosobową, ale książka Susan Ee stanowczo jest tutaj wyjątkiem.

Mimo wszystko książka mnie nie zachwyciła. Nie podobało mi się właściwie to, co najważniejsze – bohaterowie i fabuła. Z początku miałam wrażenie, że polubię się z Penryn. Wydawała mi się taką silną babką, konkretną, dla której najważniejsza jest rodzina (mimo, powiedzmy, trudnych relacji z matką). Miałam nadzieję, że nie będzie taką typową nastolatką z młodzieżówek… i niestety była to nadzieja złudna. Od kiedy na scenę wkroczył Raffe, anioł, którego Penryn uratowała, zaczęła mnie po prostu irytować. Właściwie kiedy połączyli siły i przestali być na chwilę wrogami, jasne było, że jedno w drugim się zakocha i na odwrót. Jestem chyba za stara na takie historie, bo ani nie było to słodkie, gdy oboje udawali, że nic dla siebie nie znaczą i jak osiągną swoje cele, to się pożegnają i znów będą wrogami, ani też nie śmiałam się w tych momentach, w których chyba miałam się śmiać (słowne przekomarzania, zgryźliwe uwagi, ale wszystko podszyte podtekstami w stylu „udaję, że cię nie lubię, a tak naprawdę mi się podobasz"). Choć może nie o wiek tu chodzi… To po prostu ten sam, utarty, przerobiony tysiąc razy motyw. Nie jest ani oryginalny, ani ciekawy – po prostu się zużył. Wracając jednak do Penryn – to ten typ postaci, która z nikogo staje się kimś, kto ma uratować świat. To zwykła siedemnastolatka, ale przypadkowy splot wydarzeń sprawia, że staje się ważna. I to również jest motyw stary jak świat i jak dla mnie już nudny. Zwłaszcza że Penryn od początku książki ma cel – odszukać siostrę. I rzeczywiście rusza w pościg, aby ją uratować – a przy okazji, po drodze wplątuje się w ratowanie świata. Moim zdaniem autorka powinna zdecydować się na jedno, bo w pewnym momencie tak ważna rzecz, jak szukanie siostry, schodzi na dalszy plan.
 
Autorka miała naprawdę ciekawy pomysł, ale wykonanie niekiedy średnie. Ogólnie czytało się dobrze, ale nie jestem chyba na tyle zaciekawiona, by koniecznie chcieć przeczytać kolejne części. Ciągle liczę na to, że ktoś napisze dobrą młodzieżówkę postapo/dystopię, z fajnymi postaciami, z sensownymi wydarzeniami, bez bezsensownych wątków romantycznych, bez oklepanych motywów. Ciekawe, czy kiedyś się doczekam... Czy polecam „Angelfall”? Jeżeli lubicie dystopie tego typu, to tak. Jeżeli jednak jak ja poszukujecie czegoś, co nie będzie miało powielonych schematów, to proponuję się zastanowić. Mimo wielu brutalnych momentów, ta książka to nadal młodzieżówka i tak naprawdę na pierwszym planie znajduje się wątek miłosny (a właściwie wątek miłości zakazanej, między wrogami).
 
Za możliwość wzięcia udziału w Book Tourze dziękuję Meredith z bloga Strefa czytania! :)

18 komentarzy:

  1. Dzięki za udział w BT! <3
    Hm, ja mam na tę książkę nieco inny punkt widzenia, ale to pewnie wieeesz :D Tyle że ja bardzo lubię młodzieżówki i np. ten wątek miłosny jest moim ulubionym typem i to nigdy mi się nie nudzi... :D Albo dla mnie wątek ratowania siostry nie został przesłoniony przez wątek ratowania świata... no cóż, to niesamowite, jak jedna książka potrafi wywołać tak różne odczucia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różni ludzie, różne gusty, niemniej cieszę się, że mogłam wziąć udział w BT. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. No jak zachwyca, skoro nie zachwyca :)
    Świetna recenzja. Lubię te nie do końca pozytywne w Twoim wykonaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubisz, jak się znęcam nad książkami? :P

      Usuń
  3. A powiem szczerze, że nawet się trochę spodziewałam, że to taka zwyczajna młodzieżówka, gdzie bohaterka zaczyna irytować, a wątek miłosny wysuwa się na pierwszy plan. Szkoda, bo wątek aniołów ciekawy. Jednak sobie odpuszczę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się właśnie nie spodziewałam, bo tak dobre opinie słyszałam, tymczasem... wyszło jak wyszło. :P Wątek aniołów faktycznie ciekawy, ale lepiej byłoby coś takiego napisać, kierując książkę do dorosłych, a nie do młodzieży, bo w młodzieżówkach zawsze chodzi o to samo. ;/

      Usuń
  4. Też słyszałam, że to jedna z lepszych serii dla młodzieży, bo właśnie nietuzinkowa i bardziej wymagająca. Widzę jednak, że nie do końca tak jest. Przeczuwam, że też irytowałby mnie motyw miłości między wrogami, który jest już do bólu ograny. No nic, przemyślę jeszcze czy sięgać po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chcesz wyrobić sobie własne zdanie, to oczywiście sięgnij. :) Może to ja jestem taka wybredna. :P

      Usuń
  5. A ja sądzę, że ta książka była tak zła... O Matko, jak to było złe.
    Co tam parę stron wybuchałam śmiechem. To było tak infantylne i tak denne, że nie mogłam się powstrzymać. Gdzieś po połowie po prostu oddałam tę książkę koleżance, od której ją pożyczyłam, bo już nie miałam siły się śmiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah! Ja miałam dokładnie odwrotnie, praktycznie cały czas czytałam ją z kamienną twarzą, a jedyne, co mnie poruszyło, to te krwawe opisy, których było kilka. :P

      Usuń
  6. Jestem zaskoczona! Mimo tego, że nie czytam młodzieżówek to Twoja recenzja bardzo mnie zachęciła. Szkoda tylko, że nie do końca spełniła Twoje oczekiwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, skoro zachęciła, to być może Ci się książka spodoba. Spróbuj. :)

      Usuń
  7. Widzę, że mamy bardzo podobne zdanie. Mnie też gryzło to "udaję, że cię nie lubię, ale tak naprawdę mi się podobasz" i to, że taki stan rzeczy wziął się z powietrza chyba. No bo, ona od razu jak go spotkała to zaczęła o nim myśleć. Myśleć w kategoriach "o jest taki boooski" ( trzykrotne "o" było zamierzone) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to było tak nachalne i tak sztuczne, no po prostu było widać od początku, jaki wątek będzie tu się liczył najbardziej. A szkoda, bo całe to tło, anioły, apokalipsa, miało duży potencjał, ale zginęło pod wątkiem miłosnym. :/

      Usuń
  8. Nie ukrywam, że nie przepadam za taką tematyką, więc po książkę nie sięgnę.

    Przy okazji pragnę zaprosić Cię do wyzwania "Grunt to okładka", które w tym roku rusza w nieco odświeżonej wersji. Tutaj więcej informacji: http://www.nieperfekcyjnie.pl/2017/01/podsumowanie-grudniowej-edycji-grunt-to.html
    Zaczytanego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie "Angelfall" się podobało. :) Nie przeszkadzały mi te oklepane motywy, o których piszesz, a ten brutalny świat i motyw aniołów jako zagrożenia dla ludzkości wywindował w mojej ocenie tę trylogię. Miło ją wspominam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ja jestem taka wybredna. :D Ale wiadomo - każdy ma inny gust, widocznie oczekiwałyśmy czegoś innego po tej książce. :>

      Usuń