30 marca 2017

[119] Polska polityka w książce? – „Wotum nieufności”

Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 624
Literatura: polska
Wydawnictwo: Filia
Seria: W kręgach władzy(tom I)
Moja ocena: 9/10
Wyzwania:


– Grilluje pani kiełbasę wyborczą jak prawdziwy Master Chef politycznego populizmu – dodał, a jego twarz nagle stężała.

Daria Seyda obejmuje stanowisko marszałka sejmu. Z kolei Patryk Hauer to prawicowy polityk, który akurat jest na fali. Nic ich ze sobą nie łączy, stoją po przeciwnych stronach politycznej barykady. Mimo tego ich losy krzyżują się, gdy prezydent ogłasza odejście ze stanowiska z powodu śmiertelnej choroby. Zgodnie z prawem obowiązki prezydenta w takim przypadku przejmuje marszałek sejmu. Jednak czy faktycznie do tego dojdzie? Jakie sekrety skrywają najważniejsze osoby w państwie? 

„Wotum nieufności” zostało ogłoszone pierwszym polskim political fiction – albo ładniej, lepiej i po polsku: pierwszą polską książką z gatunku fikcji politycznej – a także porównane do popularnej w ostatnich latach serii książek (oraz serialu pod tym samym tytułem) „House of cards” Michaela Dobbsa. Czy to faktycznie pierwsza polska książka o tematyce politycznej? Raczej nie. Polityka nie jest wymysłem XXI wieku i przed Remigiuszem Mrozem, zapewniam, były książki, którym dzisiaj faktycznie przypisalibyśmy taką łatkę. Mimo wszystko nie zaprzeczę, że Mróz postawił odważny krok w swojej twórczości, decydując się na podjęcie tej tematyki, zwłaszcza w czasach, w których dużo dzieje się zarówno na polskiej arenie politycznej, jak i na międzynarodowej, co wzbudza wiele, często skrajnych, emocji. Przyznam, że obawiałam się trochę, że „Wotum nieufności” będzie swoistym komentarzem do polskiej polityki w obecnych czasach, jednak, na szczęście, nic takiego nie ma w tej książce miejsca. Mróz stworzył niejako własną scenę polityczną, powołując do życia swoje partie, swoich polityków i swoje historie z nimi związane. Akcja osadzona jest w świecie odnoszącym się w pewnych momentach do tego, w którym my żyjemy, znajduje się tu kilka postaci, które rzeczywiście istnieją, ale są też takie, które tylko przypominają te znane nam z mediów. Jest to więc pewien świat alternatywny. A co to oznacza? Że nie znajdziemy tu przemyconych przez autora jego własnych poglądów. Można odetchnąć z ulgą.

Najsilniejsza strona „Wotum nieufności” to niewątpliwie bohaterowie. No, może z jednym wyjątkiem. Główne postaci są dwie – Daria Seyda i Patryk Hauer. I o ile jedna z nich jest moją ulubioną (ex aequo z inną) w tej książce (pod względem kreacji, dodam, bo na pewno nie pod względem poglądów), o tyle druga wręcz przeciwnie – to, co tu dużo mówić, najgorzej wykreowany bohater w całym „Wotum nieufności” i duży zawód, bo miało być inaczej. Zacznijmy od pozytywów. Patryk Hauer zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu. A właściwie nie sam Patryk, tylko Patryk i Milena. Mąż i żona. Dwie jednostki, ale jeden, połączony ze sobą organizm. To małżeństwo, w którym miłość zastąpiła polityka, seks kolejne sukcesy na politycznej scenie, a pożądanie chęć zagarnięcia władzy. Ten związek jest jak kontrakt, umowa; Milena zajmuje się tym, co mówić, co robić, jak się pokazać, jak zyskać więcej zwolenników, a Patryk – wykonywaniem tego, co doradzi mu żona. Udziela się więc aktywnie we wszelkich możliwych portalach społecznościowych, co jest doskonałym sposobem na pozyskanie zwolenników wśród młodych ludzi. Utrzymuje z nimi kontakt, pokazuje swoje codzienne, zwykłe życie. Jest młody, elokwentny, wyluzowany, a przy tym umie wykazać się sporą inteligencją w politycznej grze. Nieustannie cytuje „Sztukę wojny” Suna Tzu – chińskie traktaty na temat strategii i taktyki odnoszące się nie tylko do wojska, ale także do życia jako takiego – które są dla niego niczym Biblia (a może nawet i ważniejsze, choć nie powinno tak być, skoro Hauer jest politykiem prawicowym). Jest wyrazisty, inny, oryginalny – nie tylko jako bohater, ale także jako polityk. Wyróżnia się wśród starszych, posiwiałych panów w garniturach opinających ich opasłe brzuchy. Jest bystry, błyskotliwy. I świetne jest to, że czytelnik wie, że za tym wszystkim stoi głównie Milena. Nigdy nie spotkałam się z tak niekonwencjonalnym małżeństwem, Mrozowi wyszło to po prostu genialnie. Milena i Patryk oficjalnie zostają moją ulubioną, choć osobliwą, parą. Jest jednak druga strona medalu. Nazywa się Daria Seyda, jest politycznym przeciwnikiem Hauera i niestety wypada przy nim bardzo blado, miałko i nijako. Seydzie brakuje charakteru, a spodziewałam się, że będzie go miała, skoro staje w szranki z politykiem pokroju Hauera. Niestety zawiodłam się. Pani marszałek jest marionetką w rękach innych osób, przez co moim zdaniem przegrywa już na starcie z Patrykiem. Nie dziwię się, że w pewnym momencie jako polityk ma spory problem – jeżeli bohater pod względem kreacji wypada źle, to nie można liczyć na to, że jakimś cudem dobrze odnajdzie się w sytuacji opisywanej w książce.



Jak to u Mroza często bywa (chociaż chyba lepiej byłoby użyć słowa „zawsze”), akcja rozpędza się tak szybko, jak najlepszy samochód świata (nie znam się na tym, ale tak to sobie wyobrażam – samochód, który wrzuca najwyższy bieg w jakimś niewyobrażalnie krótkim czasie), a potem pędzi na złamanie karku, jakby się chciało okrążyć tym samochodem świat nie w 80 dni, a w 80 minut. Hamowanie na końcu dosłownie nie istnieje. Gdyby drugi tom był już napisany, można byłoby go zacząć z rozpędu tuż po zamknięciu pierwszego. Niestety Remigiusz Mróz jeszcze go nie napisał (choć to tylko kwestia – raczej niedługiego – czasu), więc jedyne, co nam pozostało, to patrzeć, jak ten rozpędzony samochód mija nas, zostawiając za sobą tylko powiew wiatru, a potem znika gdzieś na horyzoncie. Krótko mówiąc: dzieje się, i to bardzo dużo, a to jest coś, co lubię najbardziej.

Pozostaje jeszcze kwestia polityczności „Wotum nieufności”. Przed premierą książki pojawiły się głosy, że fikcja polityczna (jako studentka polonistyki twardo będę się trzymać tego polskiego, wcale nie gorszego, odpowiednika political fiction, a co!) w polskim wydaniu będzie nudna, zła, straszna, że nie będzie się tego dało czytać, bo nie jest u nas tak ciekawie, jak na Zachodzie (czytaj: w Wielkiej Brytanii, bo to właśnie tam rozgrywa się akcja rzekomego odpowiednika czy też pierwowzoru książki Mroza, tj. „House of cards”). Przyznam, że chyba należałam do mniejszości, która uważała wręcz przeciwnie – że polska arena polityczna doskonale nadaje się do opisania w takiej książce i jeśli tylko autor zrobi to w dobry sposób, może powstać coś szalenie ciekawego. Nie będę się rozpisywać – Mróz rozegrał wszystko tak, że totalnie mnie kupił i zanim się obejrzałam, dobrnęłam do ostatniej strony (i mogłam tylko patrzeć, jak rozpędzony samochód zostawia mnie w tumanach kurzu). Moim zdaniem nawet jeśli ktoś nie interesuje się polityką, jest duża szansa, że to w ogóle nie będzie miało wpływu na to, czy przeczyta i czy spodoba się mu „Wotum nieufności”. Ta książka to w gruncie rzeczy to, co znamy z kryminałów czy thrillerów – intrygi, tajemnice, sekrety, trupy, niebezpieczeństwo itd., tylko wrzucone w polityczną ramkę, przeniesione z ciemnych uliczek, bram i piwnic w mury sejmu, senatu i Pałacu Prezydenckiego. Można się świetnie bawić, będąc z polityką na bakier – choć oczywiście nadal mając na względzie to, że konieczne są też wątki typowo polityczne, aby wykreować ten świat (to chyba jedyny taki element, który faktycznie może zniechęcić osoby niezainteresowane polityką).

„Wotum nieufności” jest drugą moją ulubioną książką Mroza, zaraz po „Ekspozycji”. Gdyby nie ten jeden szczegół w postaci, nomen omen, postaci Darii Seydy, myślę, że mogłabym ją postawić na pierwszym miejscu. To świetny początek zapowiadającej się obiecująco serii „W kręgach władzy”, mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kontynuację. Wspaniale się bawiłam przy tej książce, czytałam niesamowicie zaintrygowana. Ogromnie Wam polecam. Nawet jeśli wahacie się, czy to na pewno dla Was, warto spróbować. 

2 komentarze:

  1. Hmm... Mam Wotum Nieufności na oku właśnie przez to, że książka sama promuje się jako polskie "House of Cards", a ten serial bardzo lubię. Jak widzę Patryk i Milena w założeniach to czysta zrzynka głównych postaci tego serialu :D Chociaż nie, bardziej to taki mix głównych bohaterów i pary, która z nimi rywalizowała, a która zresztą była do nich bardzo podobna. Tamci też bardzo opierali się na mediach społecznościowych (Will Conway jakby ktoś się zastanawiał o kim mówię). Ciekawa jestem, jak bardzo fabuła książki przypomina ten serial xD Niewątpliwie przeczytam, tylko nie wiem kiedy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby mam zamiar się zapoznać z książkami Mroza, niby nawet mam jedną, ale szum wokół tego autora dla mnie jest za duży. To mnie odstręcza.

    OdpowiedzUsuń