26 lutego 2015

[10] Rachunek sumienia – "Ostrygojady"

Autor: Susan Fletcher
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Muza
Język oryginału: angielski

Wszyscy tęsknimy za czymś, czego nie potrafimy nazwać, a co tkwi w nas gdzieś głęboko.


Susan Fletcher urodziła się w 1979 roku w Birmingham w Anglii. Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Polsce zadebiutowała powieścią „Eve Green”. „Ostrygojady” z 2007 roku (w Polsce 2009) są jej drugą powieścią. Poza nimi Susan Fletcher ma na koncie jeszcze dwie inne książki, dotąd nie wydane w Polsce.

Moira już w dzieciństwie była inna. Milcząca, spokojna i inteligentna. Wyróżniały ją czarne włosy, tyczkowate ciało, duże dłonie i stopy, okulary. Jej wygląd i charakter stały się powodem do drwin w Locke Hall, szkole z internatem dla dziewcząt. Oraz to, że dostała się tam dzięki stypendium. Jako jedynaczka przez dwanaście lat, informację o dziecku, którego spodziewali się jej rodzice, uznała jako zdradę. Nie pokochała siostry, Amy, nawet długo po jej narodzinach. Nie chciała widzieć tego zupełnie innego od niej dziecka – wesołego i głośnego. Dopiero po wypadku Amy, który, jak sądzi, wydarzył się przez nią, zdaje sobie sprawę z tego, że była złą starszą siostrą, złą córką i złą żoną. I dopiero przy szpitalnym łóżku, w którym Amy spędziła już ponad cztery lata w śpiączce, mając dwadzieścia osiem lat, znajduje w sobie siłę na prawdziwy rachunek sumienia. Opowiada szesnastoletniej Amy o swoim życiu, przyznaje się do błędów.

Ostrygojady to ptaki, które występują najczęściej na morskich wybrzeżach. Nie bez powodu znalazły się w tytule powieści, bowiem książka przepełniona jest krajobrazami nadmorskimi czy innymi morskimi akcentami. Rodzice Moiry osiedlili się w leżącym nad morzem Stackpole. To po nich Moira odziedziczyła miłość do szumu morskich fal czy spotykanej w takich miejscach flory i fauny. Dzięki temu „Ostrygojady” zyskują przepiękny, magiczny, nadmorski klimat. Jest to chyba największa zaleta tej pozycji – wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron i już płynie się z prądem w słonej wodzie. Ojciec Moiry nazwał ją morskim dzieckiem i jest to szczera prawda, a każda kolejna strona jedynie to udowadnia.

Mocną stroną „Ostrygojadów” są bohaterowie. Moira jest tu jedną z najciekawszych postaci. Od dzieciństwa nie potrafiła znaleźć nici porozumienia z rówieśnikami, a także z rodzicami, a później z niechcianą siostrą. Wyśmiewana w szkole, samotna, wyobcowana i zepchnięta na margines. Gdy mówi o swoim dzieciństwie, pobycie w szkole z internatem, można by pomyśleć, że jest to po prostu nieśmiała dziewczynka, która nie potrafi do nikogo się zbliżyć. Trzeba jednak przyznać, że później Moira staje się egoistką, a współczucie, którym czytelnik zaczynał już ją darzyć, powoli się ulatnia. Im Moira jest starsza, tym mniej jest w niej empatii, uczuć, chęci wyjścia naprzeciw rówieśnikom czy rodzinie. W małżeństwie staje się zaborcza. Ale gdy dochodzi do wypadku Amy, skorupa wokół Moiry zaczyna pękać, mur kruszeje i w końcu ze środka wychodzi prawdziwa Moira – potrafiąca przyznać się do wielu swoich błędów, spojrzeć na swoje zachowania obiektywnie. W końcu odzywa się w niej sumienie. Innymi postaciami równie ciekawymi są: mąż Moiry, Ray, o duszy artysty, robiący karierę jako malarz, osoba, która w Moirze zobaczyła to, czego nie dostrzegł nikt inny; ciotka Til, siostra bliźniaczka matki Moiry, niepoprawna romantyczka, aktorka teatralna i niespokojna dusza, będąca ciągle młodą dziewczyną, mimo upływającego czasu.

„Ostrygojady”, poza morskimi widokami w wyobraźni, działają na emocje. Moira, spowiadając się siostrze ze swoich błędów, przeżywa wszystkie chwile swego życia jeszcze raz, lecz zupełnie inaczej – a czytelnik, towarzysząc jej, odczuwa podobnie. Złożoność psychologiczna Moiry sprawia, że próbuje ją zrozumieć, zagłębia się w nią, w jej myśli, uczucia, aż w końcu nie sposób uciec od własnych refleksji. Pytania nasuwają się same – czy jestem wystarczająco dobry dla bliskich?, czy nie krzywdzę nikogo specjalnie, dla własnej wygody?, czy nie robię czegoś, czego później mogę żałować?, i tak dalej.

Styl autorki może budzić skrajne odczucia. Wszystko zależy od czytelnika. Susan Fletcher w „Ostrygojadach” posługuje się często krótkimi zdaniami lub równoważnikami zdań, które mają być niczym zdjęcia, obrazy uchwycone w pewnym momencie. Z początku miałam co do takiego stylu mieszane uczucia. Z czasem jednak uznałam, że to właśnie to sprawia, że powieść ta, w dużej mierze smutna, nabiera uroku, piękna.

„Ostrygojady” mają jedno główne przesłanie: nigdy nie jest za późno, aby rozliczyć się ze sobą, zrobić prawdziwy rachunek sumienia. Moira pokazuje, że warto, że nie jest to coś, co nas zawstydza, a przeciwnie – oczyszcza nas z negatywnym emocji, myśli. Udowadnia także, że wiele można naprawić. Bardzo gorąco polecam.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz