11 czerwca 2015

[23] Z wizytą na angielskiej prowincji – „Panie z Cranford”

Autor: Elizabeth Gaskell
Liczba stron: 204
Wydawnictwo: Świat Książki
Język oryginału: angielski

Głos rozsądku to zawsze jest tylko to, co ktoś inny ma do powiedzenia. A ja uważam, że właśnie to, co ja mam do powiedzenia, jest rozsądne, a zresztą, czy jest, czy nie jest, powiem to i będę przy swoim obstawać.


Elizabeth Gaskell urodziła się w 1810 roku w Londynie jako Elizabeth Stevenson. Miała siedmioro rodzeństwa, jednak tylko ona oraz jej o cztery lata starszy brat, John (który zginął w 1827), przeżyli wczesne dzieciństwo. Matka Elizabeth zmarła trzynaście miesięcy po jej narodzinach, zaś ojciec ożenił się ponownie w 1814 roku. Elizabeth została wysłana do siostry swojej matki, Hannah Lumb, w hrabstwie Cheshire. To właśnie miasto, w którym spędziła większą część swojego dzieciństwa, Knutsford, było pierwowzorem tytułowego Cranford. W 1832 roku poślubiła Williama Gaskella. Razem z nim miała siedmioro dzieci, jednak jedno z nich, drugie z kolei, syn William, zmarło we wczesnym dzieciństwie. Ta tragedia była przyczyną, dla której Elizabeth Gaskell napisała swoją pierwszą powieść, „Mary Barton” (w Polsce wydana jedynie raz – w 1956 roku). Poza tym Elizabeth Gaskell znana jest z powieści takich jak „Północ i południe” czy „Żony i córki”, ale przede wszystkim z napisanej w 1857 roku biografii swojej dobrej przyjaciółki, Charlotte Brontë. Elizabeth Gaskell zmarła w wieku 55 lat w Hampshire.

„Panie z Cranford” to osadzona w XIX wieku powieść o małym miasteczku w Anglii, tytułowym Cranford. Akcja obraca się wokół kilku kobiet w podeszłym wieku zamieszkujących owe miasteczko od zawsze. Narratorką jest Mary Smith, młoda panna, która utrzymuje bliskie stosunki z paniami z Cranford (jest to rodzinne miasteczko jej matki) i często je odwiedza, zatrzymując się u dwóch sióstr – Matyldy (Matty) i Debory Jenkyns. W ten sposób czytelnik ma okazję poznać życie pań – ich zwyczaje oraz pewne dziwactwa, które narratorka opisuje z przymrużeniem oka i dozą humoru.

W tej książce urzeka właściwie wszystko. Przede wszystkim są to bohaterowie, a raczej bohaterki, bo mężczyźni w życiu pań z Cranford są stanowczo zakazani. Panie z Cranford to przede wszystkim stare panny lub wdowy. Mężczyźni, jak zauważają, wadzą tylko w domu. Poza tym – chcą być uznawani za Samsona i Salomona zarazem, co jedna z nich argumentuje to w doprawdy iście zaskakujących słowach, że dobrze zna męski ród, ponieważ – uwaga! – jej ojciec był mężczyzną! Poza oczywistą niechęcią do mężczyzn i zamążpójścia, panie z Cranford mają kilka swoich zasad. Przede wszystkim – nie dać po sobie poznać, że nie ma się dość pieniędzy. I tak oto jedna z nich oszczędza na świecach w domowym zaciszu. Chcą także uchodzić za przedstawicielki wyższej warstwy, niż są naprawdę, starannie dobierając sobie towarzystwo, stroje i podawane na spotkaniach dania. Ich status społeczny nie pozwala im na czyn tak hańbiący tę klasę jak praca zarobkowa, z kolei niewielkie dochody nie pozwalają im na życie w luksusie. Panie z Cranford jednak twardo aspirują do wyższej klasy, a brak warunków finansowych potrzebnych do awansu społecznego skrzętnie ukrywają pod grą pozorów i robieniem dobrej miny do złej gry. Każda bohaterka jest unikalna, bardzo dobrze wykreowana – starsza z sióstr Jenkyns, Debora, jest obyta w tym, co należy, a czego nie wypada robić, zna się na obowiązujących konwenansach i wykazuje się rozwagą. Stanowi autorytet dla młodszej, Matty, która ma bardziej romantyczną, wrażliwszą i nieco lękliwą naturę. Z kolei panna Jamieston łączy „oszczędność z elegancją”, podając gościom cieniutkie kromki chleba z masłem. Wszystkie panie natomiast zgodnie twierdzą, że wydawanie pieniędzy to „wulgarna ostentacja”. Jak tu ich nie uwielbiać?

Kolejną mocną stroną „Pań z Cranford” jest niesamowity styl Elizabeth Gaskell. Powieść napisana jest w narracji pierwszoosobowej. Narratorka, młodziutka Mary Smith, prowadzi przemiłą opowieść o tym, co przeżyła w Cranford, a całość tej historii, która wręcz przybiera kształt miłej pogawędki z czytelnikiem, zabarwiona jest lekkim humorem sytuacyjnym. W pewnych miejscach po prostu nie sposób się nie zaśmiać – zazwyczaj, gdy czytelnik odkrywa kolejne dziwne przyzwyczajenie jednej z pań, dla niej przecież tak normalne i zwyczajne. Jedno jest pewne – moglibyśmy uczyć się oszczędności od kranfordzkich pań, a także dowiedzieć się, w jakich godzinach i przez ile czasu należy odwiedzać sąsiadów (przydatne zwłaszcza, gdy musimy, a nie chcemy dokądś iść, bo, uwaga, u sąsiadów wypada gościć jedynie piętnaście minut).

Jednak to, co jest chyba najpiękniejsze w tej powieści, to niezwykła przyjaźń, jaka łączy kilka kranfordzkich pań. Jest to wartość najważniejsza w maleńkiej społeczności Cranford, co doskonale da się zauważyć wtedy, gdy któraś z nich ma kłopoty. Wówczas reszta nie zastanawia się ani chwili i robi wszystko, aby pomóc swojej przyjaciółce.

„Panie z Cranford” to powieść bardzo urzekająca. Jest pozycją, którą czyta się bardzo przyjemnie. To także świetna opowieść ukazująca społeczeństwo wiktoriańskiej Anglii, które próbuje odnaleźć się w nowych realiach po rewolucji przemysłowej. Zabawna i urocza pozycja dla każdego – nawet mężczyzny!

Ocena: 9/10

2 komentarze:

  1. Ciekawe czy mnie także książka by urzekła, bardzo chętnie książkę przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupiłam sobie w Biedronce tę książką. Będę ją niebawem czytać :)

    OdpowiedzUsuń