7 sierpnia 2015

[30] Zboczenie czy coś więcej? – „Lolita”

Autor: Vladimir Nabokov
Liczba stron: 319
Wydawnictwo: Muza
Język oryginału: amerykański

Znowu płakałem, niemożliwą przeszłością pijany.



Vladimir Nabokov urodził się w 1899 roku w Petersburgu. Studiował romanistykę i slawistykę w Cambridge. Do około 1938 roku pisał w języku ojczystym, rosyjskim, zaś później tworzył w języku angielskim. Po utracie majątku w wyniku rewolucji październikowej przez jego rodzinę wyjechał do zachodniej Europy, mieszkał w Berlinie i Paryżu, a następnie popłynął do USA, gdzie spędził dwadzieścia lat. To właśnie tam powstała „Lolita” – najgłośniejsza i najbardziej kontrowersyjna książka Nabokova, która przyniosła mu szeroką sławę. W 1960 autor przeniósł się do Szwajcarii, gdzie zmarł w 1977 roku.
 
Humbert Humbert ma słabość do małych dziewczynek Ale nie zwykłych, nie byle jakich, tylko specjalnych – nazywa je nimfetkami. Musi się z tym jednak kryć i wcale nie trzeba tłumaczyć dlaczego. Po niezbyt udanym małżeństwie wyjeżdża z Paryża, aby osiąść w Ameryce. Zamieszkuje u niejakiej pani Haze. I to wydaje się być zgubą i jednocześnie największym szczęściem w życiu Humberta. Pani Haze ma córkę, dwunastoletnią Dolores, nazywaną też Lolitą. Dziewczynka okazuje się wręcz idealną nimfetką, a Humbert Humbert traci dla niej głowę. Aby się do niej zbliżyć, żeni się z jej matką.

„Lolita” zdaje się być książką kontrowersyjną, niesmaczną, obrzydliwą. Zaloty czterdziestoletniego mężczyzny do dwunastoletniej dziewczynki mogą kojarzyć się tylko z jednym – pedofilią. Musi być coś jednak na rzeczy, skoro po sześćdziesięciu latach od jej publikacji, jest nadal znana, ceniona, uznawana za klasykę i najlepszą powieść Nabokova. Przecież zwykłe uzewnętrznianie się zboczeńca zostałoby od razu spisane na straty, a autor wzbudziłby wiele podejrzeń. No i rzeczywiście – jest coś na rzeczy, bardzo wiele. „Lolita” wbrew pozorom nie jest książką o rzeczach gorszących, oburzających, a główny bohater nie jest osobą, której należy się dożywocie za pedofilię. Owszem, autor dotyka pewnego tematu tabu, tematu jakkolwiek wzbudzającego kontrowersje. Owszem, autor stworzył bohatera skrzywionego psychicznie, żeby nie powiedzieć – perwersyjnego. Owszem, autor nie omieszkał umieścić w powieści erotycznych scen pomiędzy dorosłym a – nie ukrywajmy – dzieckiem. Nie ma w „Lolicie” jednak ani krzty przemocy seksualnej czy brutalności, ani śladu czegoś, co mogłoby budzić niesmak i odrazę do Humberta. To, co dzieje się między nim a Lolitą, ma miejsce ze świadomością obu stron, a co więcej – wcale nie z inicjatywy mężczyzny. Jednak o tym za chwilę. O czym jest więc książka, zapytacie. Literaturoznawcy dopatrują się w niej wielu motywów i nawiązań. Na szczęście nie jestem literaturoznawczynią, tylko czytelnikiem i widzę inaczej. Dla mnie „Lolita” jest o miłości. I zepsuciu. Jeśli chodzi o to pierwsze, nie mam na myśli miłości w klasycznym rozumieniu. Raczej w nienormalnym, dziwnym, tak jak nienormalny i dziwny jest Humbert Humbert. Być może wiele osób się ze mną nie zgodzi. Ja jednak nie potrafię w inny sposób wytłumaczyć tego, że główny bohater, poznawszy Lolitę, całkowicie traci dla niej głowę, zabiega o nią i cieszy się, gdy ma ją w pobliżu, a wpada wręcz w rozpacz, gdy jest z dala od niej. Jeśli zaś chodzi o to drugie – nie sposób nazwać Lolity inaczej niż słowem „zepsuta”. Dziewczynka wykazuje zainteresowanie Humbertem, dorosłym mężczyzną, a potem sama przejmuje inicjatywę, szybko orientując się, że oddawanie swojego ciała Humbertowi (a zarazem jej ojczymowi) jest opłacalne. 

W związku z powyższym jedną z ciekawszych rzeczy w „Lolicie” jest konstrukcja bohaterów. Humbert Humbert jest zarazem głównym bohaterem i narratorem, ponieważ pisze autobiografię, przebywając w więzieniu i oczekując na proces. Jego prawdziwe imię i nazwisko nie jest znane, sam nazywa się w różnoraki sposób, tworząc kombinacje od wspomnianego Humberta Humberta. Niezwykła jest psychika mężczyzny, wszystko bowiem wskazuje na to, że zainteresowanie dziewczynkami między dziewiątym a czternastym rokiem życia wynika z uczucia, jakim darzył w dzieciństwie Annabel, zresztą z wzajemnością. Uczucie to jednak zostało przerwane przez śmierć dziewczynki, a przez fakt, że nigdy nie dorosła, najprawdopodobniej Humbert Humbert szuka osoby do niej podobnej. A więc dziecka. Ciekawa jest także forma powieści, autobiografii czy też pamiętnika, i sama narracja. Opętany obsesyjną miłością do dwunastolatki, mężczyzna tworzy wręcz odę do Lolity, wychwala ją, idealizuje, a przy tym opisuje swój smutny los. Jego życie kręci się wokół Lolity, jest w stanie zrobić dla niej wszystko. To ona jest tutaj osobą dominującą, to ona ustala reguły, chociaż Humbertowi wydaje się, że jeszcze ma nad nią władzę. Lolita jest postacią odwrotnie proporcjonalnie idealną do ideału opisanego przez narratora. Być może jest ładna, w końcu to rzecz względna. Lolita jednak stroni od kąpieli. Ponadto ma paskudny charakter. Jest podstępna, nie okazuje szacunku nawet swojej matce, świadomie kusi Humberta dla swoich materialnych celów. Mimo tego że ma niespełna trzynaście lat. Mimo perwersyjnej obsesji Humberta, mimo śladów pedofilii i kazirodztwa, dewiacji, z którymi sobie nie radzi, o wiele bardziej wolę jego od Lolity. Moim zdaniem całkowitym usprawiedliwieniem tego, że decyduje się na cielesne zbliżenia z Lolitą, jest zachowanie dziewczynki – świadome kuszenie, wykorzystywanie słabości mężczyzny, dawanie tego, co chciałby dostać, w zamian za coś innego, z korzyścią dla niej. Nie potrafię dostrzec w niej niczego dobrego. Oczywiście, trudno go bronić, trudno pałać sympatią do takiej osoby, ja jednak uważam, że gdyby nie Lolita, do niczego by nie doszło. A za myśli nie można nikogo karać. 

Warto zwrócić jeszcze uwagę na niezwykły kunszt językowy Nabokova. „Lolita” jest książką, w której najbardziej urzekł mnie styl autora. Jest kwiecisty, wyrafinowany, często ironiczny, przede wszystkim bardzo bogaty w wyszukane słownictwo. Zwraca uwagę. Na początku może trochę przeszkadzać – ja musiałam przywyknąć, bo rzadko zdarza mi się czytać książki tak pięknie napisane. Nabokov urzekł mnie swoim finezyjnym, wręcz poetyckim stylem. Mam nadzieję, że spotkam się z nim w innych powieściach tego autora.
„Lolita” to powieść dla osób zdystansowanych, umiejących spojrzeć nieco szerzej i wyjść poza łatki pedofila i zboczeńca. Kryje się tam o wiele więcej niż tylko chęć odbycia stosunku dorosłego mężczyzny z dzieckiem. Moim zdaniem warto przeczytać, jak najbardziej. Osobiście ogromnie mi się podobała.

Ocena: 9/10

9 komentarzy:

  1. Książkę mam zamiar przeczytać. Z tego co pamiętam, pierwszy raz słyszałam o niej w serialu Pretty Little Liars, o ile się nie mylę, i od razu nabrałam na nią chęci :)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie, nie, nie! To kompletnie nie dla mnie! Już pierwsze dwa akapity wywołały u mnie ciarki! Brrr...
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To bardzo kontrowersyjna książka, ale warto ją znać i snuć pewne refleksji. Klasyk rzekłabym.

    OdpowiedzUsuń
  4. No szczerze bym nie sięgnęła po książkę. Wow Rosyjski pisarz nieźle. No najbardziej mnie ciekawi ten styl pisania, bo tak dobrze o nim napisałaś.
    Pozdrawiam ♥
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam czytać takie kontrowersyjne książki, które na pierwszym planie stawiają psychikę głównych bohaterów. Z pewnością "Lolita" będzie dla mnie ciekawym czytelniczym doświadczeniem ;)
    http://czytelnicze-turbulencje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam identyczne zdanie o tej książce, dałam jej nawet tę samą ocenę. Coś niesamowitego. Sama bardzo polubiłam H.H, a jeżeli chodzi o Lolitę to mam neutralne o niej zdanie. Ani jej jakoś wielce nie nienawidzę, ani nie uwielbiam. Po prostu jest. Aby Humbert mógł o kimś tak pięknie mówić, tak pięknie pisać. Styl autora jest dla mnie nieziemski i już kupiłam jego kolejną książkę, bo jeżeli wszystkie jego dzieła są napisane w taki sposób, to ja je chcę wszystkie przeczytać! Mam wrażenie, że nawet instrukcja obsługi pralki napisana przez Nabokova wciągnęłaby mnie bez reszty. Urzekł mnie. I to całkowicie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaszokowana początkiem recenzji, przetrwałam do jej końca i powiem, że chciałabym to przeczytać. Wydaje mi się, że na każdą powieść trzeba spojrzeć tak jakby z innego punktu widzenia, po to się właśnie czyta książki, żeby poszerzać swoje horyzonty, prawda? Postaram się zapoznać z "Lolitą".

    OdpowiedzUsuń
  8. "Lolita" intryguje mnie od dłuższego czasu. I chociaż mam ochotę ją przeczytać, nie jestem pewna, czy to książka dla mnie. Chyba będzie musiała po prostu poczekać na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Od dawna już myślałam o tej książce i teraz po przeczytaniu Twojej recenzji jestem pewna, że się za nią zabiorę w bardzo niedługim czasie. Lubię kiedy postaci są szare- nie są ani dobre, ani złe, sami musimy wyrobić sobie o nich opinię, bo nie jest narzucone przez autora, co mamy myśleć o bohaterze. I takie też jest życie, że nie ma osób tylko dobrych lub tylko złych, a my decydujemy o tym, jak ich postrzegamy. Recenzja świetna!
    Pozdrawiam :)
    __________________
    zapraszam do siebie: literatela.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń