28 kwietnia 2016

[62] „Zrozumienie to suma nieporozumień”* – „Sputnik Sweetheart”

Autor: Haruki Murakami
Tytuł oryginału: Supūtoniku-no koibito
Ilość stron: 226
Literatura: japońska
Wydawnictwo: Muza
Moja ocena: 6/10
Wyzwania:
  • 52 książki 2016
  • przeczytam tyle, ile mam wzrostu (+ 1,3 cm)
  • Klucznik
  • Wyzwanie czytelnicze 2016: punkt 24. Książka azjatyckiego autora/ki 
Bo Ziemia nie po to z takim trudem krąży wokół Słońca, by ludzie beztrosko się na niej bawili.
 
Haruki Murakami jest jednym z najbardziej znanych pisarzy z Japonii. Urodził się w 1949 roku w Kioto. Studiował teatrologię na Uniwersytecie Waseda. W wieku trzydziestu lat wydał swoją pierwszą powieść, "Słuchaj pieśni wiatru", która w maju 2014 roku została po raz pierwszy wydana w Polsce. Murakami wysłał ją na konkurs i zajął w nim pierwsze miejsce, zdobywając nagrodę Gunzō. Następnie napisał kilka kolejnych powieści. Przez jakiś czas mieszkał we Włoszech. Tam napisał „Norwegian Wood”, powieść, która przyniosła mu wielką sławę. W 1991 roku przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, a w 1995 powrócił do Japonii. Poza pisaniem zajmuje się tłumaczeniem z języka angielskiego.

Sumire zakochuje się po raz pierwszy w wieku dwudziestu dwóch lat. Wybranką jej serca jest Miu – kobieta dobiegająca czterdziestki, zamężna. Aby być bliżej niej, Sumire rzuca prace nad napisaniem książki i zostaje jej sekretarką. Kobiety zaprzyjaźniają się, wspólnie podróżują. Kiedy wyjeżdżają w interesach do Grecji, Sumire znika. Przerażona Miu prosi o pomoc młodego nauczyciela, przyjaciela Sumire, beznadziejnie w niej zakochanego.

Przy całej mojej sympatii do prozy Murakamiego, która z pewnością jest w dzisiejszych czasach niezwykła i wyróżnia się na tle twórczości innych pisarzy, ze „Sputnikiem Sweetheart” jest na poły tak, jak w tytule – na poły, ponieważ nieporozumienia są, ale zrozumienia nadal brak. Ale po kolei...

Jeśli znacie prozę Murakamiego, z pewnością wiecie, że pełna jest ona specyficznego klimatu, oniryzmu, aury nieoczywistości. Nie inaczej jest w tym przypadku – w kwestii stylu i nastroju „Sputnik Sweetheart” to klasyczna próbka twórczości tego japońskiego pisarza. Odnoszę jednak wrażenie, że książka ta odstaje od reszty jego powieści – i to w negatywnym sensie.

Kiedy zastanawiałam się, dlaczego „Sputnik...” nie spodobał mi się tak, jak reszta książek Murakamiego, jaką miałam przyjemność czytać, pomyślałam o trzech rzeczach. Po pierwsze: oś fabuły. Zarówno opis od wydawcy, jak i mój w tej recenzji zdradza połowę książki, ponieważ zaczyna się ona rozkręcać właśnie wtedy – a przy książeczce liczącej sobie niewiele ponad dwieście stron, jest to zabieg bardzo słaby. Murakami miał całkiem dobry pomysł, dał nadzieję na powieść o samotności, pierwszej miłości, homoseksualizmie i odkrywaniu własnej seksualności, akceptowaniu siebie, ale nie podołał. Wszystko to jest jedynie lekko poruszone, zasygnalizowane, ale wcale nie rozwinięte. Autor zostawił za dużo niedopowiedzeń, za duże „pole manewru” dla czytelnika.

Drugim słabym punktem jest brak wyrazistości w postaciach. Narrator, czyli ów młody nauczyciel i przyjaciel Sumire, jest nijaki – wydaje mi się, że nie ma nawet imienia, ale być może po prostu nie utrwaliło się ono w mojej pamięci (co jeszcze dosadniej pokazywałoby jego brak charakteru). Miu nie jest włączana do akcji na tyle często, aby ją poznać. Przyzwoitą postacią jest jedynie Sumire – choć może mi się tylko wydawać, że ma wyrazisty charakter, skoro ukazana jest na tle takiej bylejakości, jaką jest Miu i bezimienny narrator.

Trzecią zaś sprawą jest brak głębi, który nieco łączy się z pierwszą. Właściwie nie wiadomo, co takiego jest w Miu, że Sumire się w niej zakochuje. Zwłaszcza że dziewczyna wcześniej nie była nigdy w związku. Ich relacja, poza tym, że jest platoniczna, sprawia wrażenie nijakiej. Wielu czytelników zwraca uwagę na to, że książka ta jest o samotności. Faktycznie, widać, że miała o tym być – ale nie jest. Temat jest potraktowany powierzchownie, ale nie ma co się dziwić, skoro konstrukcja książki nie daje możliwości na jego pogłębienie. Sumire wydaje się bardziej dziwna, zagubiona i niezdecydowana, aniżeli samotna i niezwykła. Z założenia miała być to artystyczna dusza, w rzeczywistości to postać trochę infantylna, nieprzystosowana do społeczeństwa i siląca się na bycie inną. Brak w niej realizmu. Ale przynajmniej jest „jakaś” – czego nie mogę powiedzieć o pozostałych bohaterach.

„Sputnika Sweetheart” nazwałabym najsłabszą książka spośród tych, które czytałam. Nie do końca dostrzegam to, za co inni czytelnicy ją chwalą. Wszystko to, co lubię w prozie Murakamiego, tu mi zwyczajnie przeszkadzało i nie pasowało. Właściwie jedynym odstępstwem od normy i czymś, co tym razem mi się spodobało, była tematyka seksu. Murakami ma tendencję do opisywania przeżyć erotycznych bohaterów w sposób beznamiętny, mało wyszukany oraz nierealny. Tym razem jednak odczułam pewną dojrzałość i doceniam to, że miłość Sumire do Miu jest miłością w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a nie zwykłą namiętnością i pożądaniem. Mam jednak wrażenie, że autor zmarnował potencjał całej powieści, nie poradził sobie. Tym, którzy tak jak ja mimo wszystko cenią sobie jego twórczość, polecam przeczytać, aby wyrobić sobie własne zdanie (być może to ja czegoś tutaj nie uchwyciłam), ale tym, którzy chcą przygodę z Murakamim dopiero zacząć, radzę wybrać inną jego powieść. Ta może po prostu zniechęcić.


*Cytat z książki, str 145.

20 komentarzy:

  1. Muszę w końcu poznać więcej książek Murakamiego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, to na pewno niezwykły autor. ;)

      Usuń
  2. Tej książki Murakamiego jeszcze nie czytałam. Teraz co prawda czuję się nieco zniechęcona, jednak mimo wszystko ją przeczytam, żeby (tak jak piszesz) wyrobić sobie własne zdanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętaj, że to tylko moja opinia. Widziałam całą masę dobrych ocen i recenzji tej książki. Po prostu mnie tym razem Murakami rozczarował, ale to nie znaczy, że Ciebie też musi. :)

      Usuń
  3. Aż wstyd się przyznać, ale jeszcze nie przeczytałam żadnej powieści tego autora. Chociaż przymierzam się do tego od mniej więcej roku. Wierzę, że ten moment kiedyś nadejdzie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd, nie da się czytać wszystkiego. :)

      Usuń
  4. Murakami to mistrz ekstrawagancji, to mu trzeba przyznać. Co do tego bezimiennego narratora, uważam że to na pewno przemyślany zabieg (Murakami ma bardzo dopracowane powieści) - oczywiście jeśli faktycznie ten narrator nie miał imienia. Patrzył z roli obserwatora, co było pewnego rodzaju powrotem do pierwotnych prób prozatorskich jeszcze ze starożytności. Natomiast jego wszechwiedza została tylko włożona w osobę nauczyciela (co dość logiczne - nauczyciel posiada wiedzę przecież). Ciekawe to, więc przeczytam, zobaczę jak sie prezentuje.
    Sama nawet przy planowaniu jakiegoś własnego tworu myślałam o tego typu narratorze, ale szczegółów już zdradzać nie będę ;)

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może przemyślany, ale to nie znaczy, że dobry. Ale to tylko moja opinia, innym coś takiego może się spodobać.

      Usuń
  5. Szkoda, że okazała się trochę słaba, ja jednak od dawna mam zamiar się zabrać za Murakami'ego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, mam nadzieję, że Ci się spodoba. Mnie ta jedna książka na pewno nie zniechęci do Murakamiego, a wręcz przeciwnie. :P

      Usuń
  6. Sputnik był drugą książką Murakamiego, jaką przeczytałem i po lekturze miałem większą ochotę na sprawdzenie kolejnych jego dzieł. Teraz nie wiem czym to było spowodowane - czy to przez to, że mi się akurat spodobało, czy może właśnie przez ten niedosyt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może i to, i to? :) Murakami właśnie ma to do siebie, że zawsze (przynajmniej według mnie) pozostawia niedosyt, np. poprzez zakończenia otwarte.

      Usuń
  7. Za mną tylko 1Q84. Murakami ma swój, oryginalny styl pisania i jak na razie czekam na wenę, aby podołać dwóm kolejnym częściom. Fabuła tej powieści jest ciekawa, ale szkoda, że nie idealna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam ostatnio "1Q84", jestem ciekawa, jak Murakami wypadnie w serii książek, bo jak na razie znam go tylko z pojedynczych. :) Murakami w ogóle jest oryginalny, ale właśnie to lubię w nim najbardziej. :>

      Usuń
  8. Jak na razie czytałam dwie książki Murakamiego, "Norwegian Wood" i "Przygodę z owcą". Obie oceniłam pozytywnie, chociaż wciąż nie potrafię określić czy proza Murakamiego jest wyjątkowa, czy może pisarz sili się na tę niebanalność. Może z czasem rozstrzygnę swoje wątpliwości jak przeczytam więcej książek, ale nie sądzę, żebym szybko zabrała się za "Sputnik Sweetheart".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę jednak, że wyjątkowa. Chociaż też może czasem przesadza, sama nie wiem. Ta książka właśnie wydaje mi się taka przesadzona. Chociaż tak jak wspominałam wyżej - widziałam całą masę dobrych ocen i recenzji. :P

      Usuń
  9. Twórczość autora nadal przede mną, ale raczej nie zacznę od tej pozycji. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zacząć jednak od innej. A gdy się spodoba, spróbować tę. :>

      Usuń
  10. Jak na razie czytałam tylko "Norwegian Wood". Oceniłam go raczej pozytywnie, ale szału nie było i na razie nie mam ochoty na inne książki tego autora... Miałam wrażenie jakby chwycił za dużo srok za ogon na raz.
    A jeżeli chodzi o samego "Sputnika Sweeteart" to raczej po niego nie sięgnę - nie moje klimaty ;)

    Pozdrawiam
    Arancione z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  11. "Sputnika Sweeteart" jeszcze nie czytałem, ale pewnie i na niego nadejdzie pora. Jak dotąd, spośród poznanych przeze mnie książek Murakamiego ("Kafka nad morzem", "Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa", "Zniknięcie słonia", "Słuchaj pieśni wiatru / Flipper roku 1973", "Przygoda z owcą", "Tańcz, tańcz, tańcz", "Norwegian Wood", "Kronika ptaka nakręcacza", "Po zmierzchu") zawiódł mnie tylko bezbarwny Tsukuru Tazaki.

    Swoją drogą Murakami to prawdziwy fenomen - w Polsce przetłumaczono całą masę jego dzieł, a zdecydowanie nie jest to najwybitniejszy twórca z Kraju Kwitnącej Wiśni. Szkoda, że takich hurtowych i pięknie wydanych translacji nie doczekali się Kōbō Abe, Yukio Mishima, Sōseki Natsume, Kenzaburō Ōe czy Yasunari Kawabata :)

    OdpowiedzUsuń