21 listopada 2017

[162] Nic nowego – „Doskonała”


Aby ktoś mógł wygrać, ktoś musi przegrać. A żeby ta osoba mogła wygrać, najpierw musi coś stracić.
Ironia sprawiedliwości jest taka, że uczucia, które ją poprzedzają, i te, które z niej powstają, nigdy nie są w pełni uczciwe i zrównoważone. Nawet sama sprawiedliwość nie jest idealna.
 
 
Po tym, jak Celestine została napiętnowana w sześciu miejscach, jej życie nie wygląda już tak samo. Dziewczyna musi się nieustannie ukrywać przed poszukującymi jej demaskatorami. W ucieczce pomaga jej Carrick, który zabiera ją w miejsce, gdzie przebywa więcej Naznaczonych. Mimo że Celestine czuje się tam po raz pierwszy od dawna bezpiecznie, wie, że musi doprowadzić do buntu i stanąć na czele rewolucji. Kto zwycięży – ludzie walczący o własne człowieczeństwo czy bezlitosny Trybunał?

Pierwsza część dylogii „Skaza” wywarła na mnie generalnie dobre wrażenie. Był mały minus, ale plusy zdecydowanie przeważały. W przypadku drugiej i zarazem ostatniej części, „Doskonałej”, mam jednak więcej zastrzeżeń.

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że „Doskonała” jest bezpośrednią kontynuacją „Skazy”. Pomiędzy nimi nie istnieje żadna luka fabularna, żaden przeskok czasowy, w związku z czym wydaje mi się, że podzielenie tej – dość prostej zresztą – historii na dwa tomy to chwyt czysto marketingowy, skierowany na to, by więcej zarobić. Zamknięcie tej opowieści w jednej książce może przyniosłoby mniejszy zysk, ale zniwelowałoby jeden błąd, który często pojawia się w przypadku drugich i kolejnych części jakiejś serii – opowiadania fabuły poprzedniego tomu. Nie rozumiem takiego zabiegu, a że siłą rzeczy pojawia się on na początku, pozostawiło to po sobie niesmak do samego końca i trzyma aż do teraz. Pomijając już jednak to, że to świetny sposób na zwiększenie ilości stron (a co za tym idzie zapewne ceny), takie streszczanie fabuły jest nienaturalne, sztuczne, zwłaszcza w przypadku narracji pierwszoosobowej prowadzonej w czasie teraźniejszym.

Ludzie, którzy są kochani, mogą być kiedyś nienawidzeni z tą samą siłą.

W poprzedniej części spodobała mi się główna bohaterka, Celestine, która jest tam postacią dynamiczną. Jej osobowość zmienia się pod wpływem wydarzeń, wraz z biegiem akcji, ale jednocześnie Celestine nie staje się jednak przywódczynią rewolucji, a wręcz nie chce, by ją z tym kojarzono. Nie porywa za sobą tłumów i nawet tego nie pragnie. Druga część pod tym względem mnie zawiodła i stało się z Celestine to, czego bym sobie nie życzyła. Co tu dużo mówić – Ahern poszła w schemat i stworzyła swoją główną postać na wzór innych znanych z tego typu książek, czyli dystopijnych młodzieżówek. Celestine więc tym razem faktycznie porywa za sobą tłumy, staje na czele rewolucji i zostaje jej ikoną, choć jakoś tak się składa, że zupełnie nie wie, jak to się dzieje. Czyli znowu tani, wyświechtany chwyt. Nihil novi sub sole.

Myśli, że rujnuje mi życie, nie ma pojęcia, na ile sposobów mnie ocalił.

Mamy więc plusy, które zamieniły się w minusy, ale, co zabawniejsze, główny zarzut, jaki miałam do „Skazy”, w „Doskonałej” przestał istnieć. W pierwszej części bowiem zabrakło mi emocji, w drugiej jednak jest ich zdecydowanie więcej. Te dwa tomy jednak nieco się od siebie różnią; można by powiedzieć, że pierwszy z nich to defensywa, ponieważ to głównie proces i odpieranie ataków Trybunału, drugi zaś to zdecydowana ofensywa. Być może swój wpływ miał też rozwijający się tutaj wątek romantyczny, a właściwie – znowu schematycznie – trójkąt miłosny. Celestine staje przed trudną decyzją, komu zaufać i powierzyć swoje serce – czy jej dotychczasowemu chłopakowi, a zarazem synowi przewodniczącego Trybunału, czy chłopakowi, którego poznała podczas procesu i z którym przez to wydarzenie połączyła ją niezwykła więź. I tutaj Ahern nie odkrywa niczego nowego. Stosunkowo rzadko czytam tego typu książki, więc akurat mnie ten motyw nie kłuje w oczy, ale wiem, że jest spora grupa ludzi, którym się to zwyczajnie znudziło, bo autorzy ładowali go do każdej możliwej książki.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to wszystko brzmi tak, jakby ta książka miała same wady – muszę jednak sprostować i przyznać, że czytając zarówno „Doskonałą”, jak i „Skazę” zwyczajnie dobrze się bawiłam, bo razem tworzą wciągającą, szybko czytającą się historię. Wiadomo, że nie jest to żadne arcydzieło, myślę jednak, że to jedna z tych książek, które czyta się dla samej rozrywki i chwili oderwania się od poważniejszych lektur. Spędziłam z tą serią kilka przyjemnych dni i cieszę się, że mogłam zobaczyć Ahern w zupełnie innej niż dotychczas wersji. Chociaż, mam nadzieję, że nie przerzuci się tylko na tego typu literaturę, ponieważ zdecydowanie wolę ją w wydaniu obyczajowym.
 
Informacje o książce
Autor: Cecelia Ahern
Tytuł oryginału: Perfect
Ilość stron: 480
Literatura: irlandzka
Wydawnictwo: Akurat
Seria: Skaza (tom II)
Moja ocena: 6/10
Wyzwania:
 

10 komentarzy:

  1. Nigdy o tej serii nie słyszałam, ale jestem zainteresowana :D
    Buziaki! :* Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz tego typu historie, to polecam. :)

      Usuń
  2. Fabuła wydaje się interesująca, więc może sięgnę po tę książkę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko pamiętaj, że pierwsza część to "Skaza". :D Miłej lektury. :)

      Usuń
  3. Już sama nie wiem co mam myśleć, bo słyszałam sporo negatywnych opinii na temat tej serii :/ Chyba pozostanę przy jednotomówkach tej autorki bo zazwyczaj byłam zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Ja trafiałam raczej na same dobre, nie spotkałam się z negatywną. ;o Ale fakt, jednotomówki lepsze. :)

      Usuń
  4. Pierwszą cześć czytałam, była doskonała. Do drugiej dopiero się zabieram, miałam nadzieję, że będzie idealna. Jednak po Twojej recenzji zaczynam się jej nieco obawiać.
    Zapiskiisi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli pierwsza bardzo Ci się podobała, to chyba nie będziesz miała problemu z drugą. Ja miałam trochę zastrzeżeń do pierwszej. :)

      Usuń
  5. Nie ciągnie mnie do tej serii. Zresztą nawet jakbym była zainteresowana, to zniechęciłby mnie wspomniany przez Ciebie trójkąt miłosny. Jak tylko widzę te dwa słowa, to od razu czuje się zniechęcona. Mam co czytać, więc podziękuję.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z jednej strony nie rozumiem powtarzania fabuły poprzednich tomów, ale z drugiej... w przypadku takiej „Drogi Królów” naprawdę sporo można zapomnieć z tych 1000 stron, więc przypomnienia w „Słowach Światłości” były bardzo potrzebne. Chociaż to chyba kwestia dobrego wplecenia ich w fabułę, żeby nie raziły niczym streszczenie ;P
    Co do samych książek, to czasami miewam ochotę na coś w tym stylu, ale ostatnio coraz rzadziej znajduję na tego typu literaturę czas. Może w przyszłości nadrobię :D

    OdpowiedzUsuń