13 marca 2018

[177] Bo chodzi o to, żeby działać – „Unf*ck yourself. Napraw się!”





Zawsze byłam poradnikowym sceptykiem. Nigdy nie czytałam poradników, nigdy nie próbowałam zmienić swojego życia dzięki pomocy popularnych dzisiaj coachów, rzadko kiedy w ogóle słucham czyichś rad. Żyję w przeświadczeniu, że sama wiem, co jest dla mnie najlepsze, więc jeśli będę chciała zmiany, to po prostu ją wprowadzę. I nie, książka Gary’ego Johna Bishopa nie zmieniła mojego sposobu myślenia. Ale tak, podobała mi się i tak – spuszczę z tonu, jeśli chodzi o poradniki. Może nie są aż takie złe i nieprzydatne, jak mi się zawsze wydawało?


Książka Bishopa zaintrygowała mnie głównie jednym hasłem: „mniej myśl, więcej żyj”. Brzmi jak idealna rada dla mnie, której nigdy nie posłuchałam, chociaż powinnam. I to jest myśl przewodnia całej tej publikacji. Bishop świetnie pokazuje, od czego zaczyna się to, czy osiągniemy sukces, czy poniesiemy porażkę. Od myślenia. Oczywiście nie mówi, że wystarczy powtarzać sobie „uda mi się, uda mi się!” i wszystko zacznie nam wychodzić. Uświadamia jednak, że od głowy zależy to, czy podejmiemy działanie, które to dopiero jest wejściem na właściwą ścieżkę do zmiany swojego życia. Bishop proponuje siedem osobistych deklaracji, które mają zmienić sposób myślenia – nie chodzi mu jednak o to, by przyswoić je jako puste hasła, ale aby faktycznie zacząć z nich korzystać.


Jesteśmy tak przyzwyczajeni do krytycznego głosu rozbrzmiewającego nam w głowach, że często nawet nie rozumiemy, jak ta negatywna samoocena wpływa na nasz nastrój i zachowanie w danej chwili. W rezultacie nie robimy tego, co podpowiada nam rozum, bo głos rozsądku zostaje zagłuszony.

Przyznaję, że to, co mówi Bishop, to nie jest żadna prawda objawiona i każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek, który zacznie rozmyślać nad tym, jak coś zmienić w swoim życiu, raczej dojdzie do podobnych wniosków. Problem w tym, że… rzadko faktycznie o tym myślimy. Bishop uświadamia, że często jesteśmy tak zacietrzewieni w tym, jak i co myślimy o sobie, o sytuacjach, w których się znajdujemy i o celach, jakie obieramy, że chociaż prawda jest na wyciągnięcie ręki dla każdego z nas, nie potrafimy po nią sięgnąć. Sami łapiemy się w pułapki naszych umysłów, sami zastawiamy na siebie sidła. Wydaje nam się, że wszystko sprzysięgło się przeciwko nam, ale to nieprawda – bo jedyną przeszkodą jesteśmy my sami.


Twoje marzenia SĄ realne. Ale nie daj się zwieść poradnikowym ściemom typu: „To ci się należy!”. Wcale nie. Nic się nikomu nie należy.

Cieszy mnie to, że Gary John Bishop nie uderza w ton typowego coacha XXI wieku, a wręcz sam śmieje się z wielu banalnych porad. Podoba mi się to, że nie mówi „zrób to i tamto, a osiągniesz sukces”, ale pokazuje, jak myślimy, co jest w tym myśleniu złego i jak to wygląda w praktyce. Podaje proste przykłady z dnia codziennego, abyśmy łatwiej mogli zobrazować sobie to, co ma na myśli. Łatwo wtedy zauważyć, że faktycznie jest tak, jak mówi – w dodatku łatwiej przyznać, że to faktycznie niezwykle głupi sposób myślenia, który nie przynosi nic dobrego, co więcej, działa na naszą szkodę, hamuje nas. Ponadto cała ta książka jest napisana w lekki, nienadęty sposób. Autor zahacza o żart i ironię, co świetnie zmniejsza dystans między nim a odbiorcą i tym lepiej działa na zrozumienie przekazu. Zresztą Bishop zwraca się tu bezpośrednio do czytelnika, więc wydaje się, że jego słowa kierowane są specjalnie tylko do odbiorcy, a jego porady i przykłady z życia wzięte bardziej zapadają w pamięć.


Masz takie życie, jakie godzisz się znosić.

Jednak moim zdaniem ta książka nie spodoba się wszystkim. Wiele zależy od tego, czy ktoś już czytał tego typu publikacje lub może zgłębił temat w inny sposób, oraz od tego, czego tak naprawdę oczekuje. To nie jest z pewnością książka naukowa. Nie spodziewajcie się więc dowodów popartych badaniami czy opisu działania mózgu od strony chemicznej. Myślę, że to nie jest nawet książka popularnonaukowa. Jednak do czczej gadaniny „typowego coacha” też jej daleko. To coś pomiędzy. Coś napisanego prostymi słowami do przeciętnego odbiorcy, właściwie niesprecyzowanego. Poza tym jeśli ktoś od jakiegoś czasu poszukuje książki, która pomoże mu zmienić jego życie, ale po kilku nadal nie znalazł – również uważam, że to nie to. Mimo że to mój pierwszy poradnik, czuję, że można bardziej naukowo, lepiej, być może nawet bardziej merytorycznie. Na mnie to jednak działa, bo Bishop mówi prosto i dobitnie. A przy tym odrobinę zabawnie. Bo książka Bishopa to trochę takie powiedzenie prosto w oczy, żeby spiąć tyłek, przestać jojczyć i zobaczyć, że zależy od nas więcej, niż nam się wydaje. Wystarczy zacząć działać.


Swoje życie zmienisz poprzez działanie, a nie rozmyślanie o działaniu. 
A kiedy mocno identyfikujesz się z tym, co robisz, zaczyna się dziać coś magicznego.

Czy przeczytanie tej książki zmieniło moje życie? Nie. Bo nie o to chodzi (i to też spostrzeżenie Bishopa), żeby przeczytać książkę i oczekiwać, że od teraz życie będzie inne. Trzeba jeszcze wprowadzić zmiany, trzeba zacząć coś robić, bo to, czy nam się coś powiedzie, zależy tylko od naszego działania. Myślę, że będę do niej wracać i czytać odpowiednie rozdziały w odpowiednich sytuacjach – wtedy będzie miało to sens. I być może za jakiś czas stwierdzę, że jednak coś we mnie ta książka zmieniła. 
 
Informacje o książce:
Autor: Gary John Bishop
Tytuł oryginalny: Unfu*k Yourself: Get Out of Your Head and into Your Life
Ilość stron: 240
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Insignis
Moja ocena: 7/10
 
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis.

8 komentarzy:

  1. Bardzo chcę przeczytać tę książkę ;) Myślę, że pomogła by mi zmienić moje myślenie na lepsze ;)

    www.read-me21.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam i mam nadzieję, że tak się stanie! :D

      Usuń
  2. Heh, ja aktualnie jestem takim poradnikowym sceptykiem. Uważam, że wszelkie poradniki są mi zbędne i sama doskonale sobie radzę w życiu. Także pozostaję w swojej konsekwencji i po "Unf*ck yourself..." nie sięgnę, pomimo tego, że wydaje się jak na razie najlepszym poradnikiem, o jakim słyszałam.

    Pozdrawiam ♡♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ja generalnie raczej nie rzucę się teraz na poradniki, bo nadal uważam, że są mi niepotrzebne. Ale ten był całkiem fajny, daje kopa. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Mogę podpisać się pod początkiem twojej recenzji, bo też jestem sceptycznie nastawiona do wszelkich poradników. Z tego względu raczej nie sięgnę po tę publikację, mimo że nie wypada źle i nie jest typowym poradnikiem w stylu: "możesz wszystko".

    OdpowiedzUsuń