17 maja 2018

[189] Ostatnia godzina – „Chłopak, który bał się być sam”


Informacje o szkolnych strzelaninach, które mają miejsce najczęściej w Stanach Zjednoczonych, zawsze mną wstrząsają. Nawet nie próbuję sobie wyobrażać, co czują osoby, które idą do szkoły z myślą o kolejnym dniu spędzonym na nauce nieinteresujących je rzeczy, ale niespodziewanie muszą patrzeć, jak ich przyjaciele umierają, i sami walczyć o życie, często stając oko w oko z kimś, z kim wiele razy mijały się na korytarzach. Autorka książki „Chłopak, który bał się być sam” podjęła niejako temat tabu – szkolne strzelaniny to coś, co prowokuje do dyskusji o wielu trudnych kwestiach. Sama jednak trzyma się tego, co, wydaje się, powinno interesować najbardziej – przyczyn mających swoje źródło w emocjach.

Małe miasteczko Opportunity w Alabamie. W liceum trwa właśnie apel dyrektorki z okazji rozpoczynającego się nowego semestru. Te same słowa co pół roku, to samo znudzenie, ta sama chęć wyjścia z auli jak najszybciej. Kiedy przemowa dobiega końca, nareszcie można opuścić audytorium. Drzwi są jednak zamknięte. Coś jest nie w porządku, nie tak jak zwykle, ale nikt nie przejmuje się tym zanadto. Dopóki na scenie nie pojawia się Tyler – były uczeń, który ponoć od tego semestru miał wrócić do szkoły. I wrócił. Tyle że z bronią w ręku i chęcią zemsty na tych wszystkich, którzy go zawiedli i odepchnęli.

Już sam tytuł wspaniale pokazuje to, na czym autorka skupia się najbardziej. Padają w nim niezwykle ważne słowa – „bał się” i „sam”. Mimo że oryginalny tytuł nie ma nic wspólnego z polskim („This Is Where It Ends”), to właśnie nasz tytuł podoba mi się bardziej. To właściwie kwintesencja tego, o czym będziecie mogli przeczytać w tej książce.

– Jesteśmy czymś więcej niż nasze błędy. Czymś więcej, niż oczekują od nas ludzie.

„Chłopak, który bał się być sam” był dla mnie z początku trudny w odbiorze ze względu na dużą liczbę głównych bohaterów, którzy są jednocześnie narratorami tej historii, a także z powodu powiązań między nimi. Mimo wszystko kiedy już przyzwyczaiłam się do przeskakiwania między jedną osobą a drugą i zrozumiałam, jakie relacje łączą poszczególne postaci, ta szeroko zakreślona perspektywa stała się dla mnie plusem tej książki. Ta powieść to w gruncie rzeczy relacja niemal minuta po minucie wydarzeń, które miały miejsce na terenie szkoły – nie tylko w auli, ale także poza nią, ponieważ dwoje z czterech narratorów miało to szczęście w nieszczęściu i nie pojawiło się na apelu. Są to Claire, która przygotowuje się do zawodów, oraz Tomás, szkolny łobuz, który wraz z kolegą przebywa w tym momencie w szkole, szukając w aktach informacji o pewnym chłopaku. Z kolei w auli podczas ataku znajdują się Sylvia i Autumn. Żadna z tych czterech osób nie jest przypadkowa, żadna też nie jest obojętna wobec Tylera. Wszyscy są tu w jakiś sposób połączeni ze sobą. Claire jest jego byłą dziewczyną, Autumn jego młodszą siostrą, Sylvia to dziewczyna Autumn, która, jak twierdzi Tyler, zabrała mu ją, a Tomás to brat bliźniak Sylvii, który także niejeden raz stanął na drodze Tylera w obronie siostry. W dodatku w auli znajduje się też młodszy niepełnosprawny brat Claire, z którym Tyler miał dobre relacje w czasach, gdy byli jeszcze z Claire parą – ale nie wiadomo, jak zachowa się wobec niego w tej sytuacji. Jak więc widać, już sama sieć powiązań między bohaterami buduje napięcie i czyni tę historię dramatyczną. 

Strach i przetrwanie to dwie strony tej samej monety.

Ta książka to tak naprawdę relacja z jednej godziny – godziny grozy, przerażenia, śmierci, nadziei i trudnych decyzji. Czytelnik ogląda tę sytuację z czterech różnych perspektyw, ma wgląd w cztery różne umysły, nietrudno więc o zaangażowanie emocjonalne. Minuta po minucie coraz lepiej zarysowuje się historia bohaterów, coraz mocniej wyłania się obraz tego, co sprawiło, że Tyler postanowił wejść do szkoły z bronią, zmieniają się też same postaci – jedne dochodzą do wniosków, do których powinny już dojść wcześniej, inne zamykają się w sobie, jeszcze inne pękają pod wpływem skrajnych emocji. Każdy walczy o siebie w inny sposób, każdy ma inną strategię. Jedni podporządkowują się Tylerowi, inni sprzeciwiają się mu. Jedni chcą wypełnić każdy jego rozkaz, by go nie zdenerwować i nie sprowokować, inni chowają się po kątach, byle ich nie zauważył. Marieke Nijkamp doskonale pokazuje chaos, jaki zapewne panuje w takiej sytuacji, obrazuje to, jak upływający czas i kolejne strzały doprowadzają na skraj nerwów, zmieniają sposób myślenia. Całość burzy jeszcze bardziej opowieść Tylera, który tłumaczy to, co się właśnie dzieje, zrzucając winę na wiele osób, ale koncentrując się na dwóch głównych – Sylvii i Autumn.

Mimo że profile psychologiczne bohaterów nie są zbyt głęboko nakreślone, a autorka dzieli się tylko tymi informacjami, które są potrzebne fabule, bardzo łatwo jest „wejść” w tę książkę i może nie tyle zżyć, co zintegrować z bohaterami. Tak ekstremalna sytuacja może wzbudzić w czytelniku spore pokłady empatii, zwłaszcza jeśli sam jest jeszcze uczniem. Myślę zresztą, że mimo trudnej tematyki i czasem drastycznych sytuacji, „Chłopak, który bał się być sam” to bardzo dobra książka właśnie dla młodzieży. Tutaj są same emocje i to, co, wydaje mi się, każdy uczeń zna z autopsji. Całość oczywiście kręci się wokół Tylera, szczególnie jego relacji z Autumn i Sylvią, jednak ta książka porusza o wiele więcej ważnych tematów – jest tu więc trochę o tym, jak traktujemy wyróżniających się spośród innych, którzy często są ofiarami tzw. bullyingu (na który chyba nie ma idealnego tłumaczenia na polski), jest o problemach rodzinnych na wielu płaszczyznach, jest o homoseksualizmie, sporo uwagi autorka poświęca także decydowaniu o swojej przyszłości, dorosłym życiu, a także relacjom między rodzeństwem. Mimo że ta książka jest dość krótka, to porusza wiele ważnych dla nastolatków tematów i wcale nie czyni tego powierzchownie.

Każda informacja o ocalałych sprawia, że tłum ogarnia poruszenie. Każdej towarzyszy ulga i smutek, bo wraz z nazwiskami tych, którzy przeżyli, pojawiają się nazwiska tych, którym się nie udało. Śmierć splata się z życiem, życie splata się ze śmiercią.
W tej ulotnej chwili między nadzieją i wiedzą brakuje słów. Nic nie jest w stanie wyrazić radości, która jednocześnie rozdziera serce, słońca, które przedziera się przez mrok, jednocześnie spowijając wszystko w cieniu.
Są tylko splecione palce i ramiona, które tworzą łańcuch solidarności.

Cała opowieść zachowuje od początku wysoki poziom napięcia, punkt kulminacyjny jest ogromnie emocjonujący, a zakończenie ściska za serce i wyciska łzy z oczu. Trzeba nawet przyznać, że wybory niektórych bohaterów są wstrząsające, dla wielu okażą się pewnie niezrozumiałe. Trudno chyba jednak mówić o zrozumieniu w momencie, gdy jeden nastolatek z zimną krwią zabija swoich rówieśników i nauczycieli. Świetne jest to, że ta książka tak naprawdę nikogo nie usprawiedliwia, nie staje i nie każe stanąć czytelnikowi po żadnej ze stron, nie wartościuje – ani nie pochwala, ani nie krytykuje, ona po prostu pokazuje szereg wydarzeń, które doprowadziły do skrajnej sytuacji. Nie jest to może literatura wysokich lotów czy pogłębione studium ludzkiego umysłu, wydaje mi się jednak, że właśnie dzięki temu, że nie ma wysokich aspiracji, może trafić do wielu młodych ludzi i skłonić ich do zastanowienia się nad tym, czy wszystkie ich relacje są w dobrej kondycji i czy to, co robią, nie jest wbrew innym ludziom, ale także wbrew nim samym. Serdecznie polecam.

Informacje o książce:
Autor: Marieke Nijkamp
Tytuł oryginalny: This Is Where It Ends
Ilość stron: 280
Literatura: holenderska (w jęz. angielskim)
Wydawnictwo: Feeria Young
Moja ocena: 8/10

Dziękuję za możliwość przeczytania książki organizatorce book touru, Weronice z bloga Kto czyta książki – żyje podwójnie! :)

4 komentarze:

  1. Tak, tak i jeszcze raz tak! Jak tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach na wiosnę to obiecałam sobie że trafi w moje ręce :) Bardzo się cieszę, że książka Ci się podobała i pokusiłaś się na recenzję bo teraz już absolutnie nie mogę sie doczekać aż się za nią zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nir miałam jeszcze przyjemności czytać czegokolwiek tego autora ,recenzja bardzo ciekawie napisana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka już czeka na swoją kolej, tylko czasu brak. Same dobre opinie spotykam, więc nie może mnie zawieść :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie sięgnę po tę powieść, mimo że młodzieżą już nie jestem. Niemniej ciekawi mnie sposób opisania tak trudnej i dramatycznej sytuacji oraz zakończenie, które zapewne wymyka się kategoriom dobrego lub złego finału opowieści.

    OdpowiedzUsuń