17 maja 2019

[247] „Zdejmowanie rękawiczki”, czyli o tym, jak naprawdę wygląda praca antropologa sądowego – „Tajemnice wydarte zmarłym”



Emily Craig jest zapewne jednym z najwybitniejszych antropologów sądowych na świecie. Poza ogromną wiedzą i pasją, z jaką wykonuje swoją pracę, zasłynęła opracowaniem pionierskiej metody komputerowego retuszu w rekonstrukcji wyglądu. Dzięki tej metodzie możliwe jest odtworzenie twarzy zmarłej osoby jedynie na podstawie czaszki. Książka Tajemnice wydarte zmarłym wyszła w oryginale już w 2004 roku, nie jest to więc świeżynka, ponadto w Polsce pierwsze wydanie miało miejsce w 2010 roku, możecie ją już więc znać. W tym roku wydawnictwo Znak postanowiło wydać ją w nowej szacie graficznej i tym samym przypomnieć – a trzeba przyznać, że temat jest wyjątkowo na fali.

Emily Craig swoją wiedzę na temat budowy człowieka oraz tego, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci, zdobywała pod okiem profesora Bassa, który jest założycielem tzw. Trupiej Farmy. Wcześniej pracowała w klinice ortopedycznej, w której tworzyła rysunki medyczne. Spora wiedza na temat budowy ludzkiego ciała, a przede wszystkim kości, bo właśnie nimi zajmują się antropolodzy, oraz zdolności manualne, rysownicze i rzeźbiarskie, pozwoliły jej na opracowanie wspomnianej już metody rekonstrukcji twarzy na podstawie czaszki, co zrewolucjonizowało rozwiązywanie spraw morderstw czy katastrof różnego rodzaju. 

Przede wszystkim Tajemnice wydarte zmarłym to książka pokazująca prawdziwe oblicze pracy jako antropolog sądowy. Jak łatwo się domyślić, w filmach, serialach, a nawet w książkach zawód ten ukazany jest w inny, uproszczony sposób. W popkulturze antropolog jest specem od wszystkiego i potrafi jedynie po zerknięciu na ciało określić, kim był denat oraz jak i kiedy zmarł. Tymczasem rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana, a antropologia sądowa to naprawdę ciężki kawałek chleba. A trzeba również pamiętać, że Emily Craig rozpoczynała swoją pracę kilkadziesiąt lat temu. Antropolożka pokazuje, jak bardzo żmudna i wymagająca jest to praca, jak wiele czasu trzeba jej poświęcić i jak bardzo w pewnym sensie trzeba poświęcić siebie. Zwłaszcza kiedy jest się tak dobrym specjalistą jak właśnie Emily Craig. Autorka opisuje przeróżne sprawy i śledztwa, w których brała udział, opowiadając zarówno o stricte technicznej stronie tego zawodu, jak również o tym, jak wpływa on na emocje czy życie prywatne.

Spędziłam co najmniej pół godziny pod prysznicem, usiłując zmyć z siebie zapach śmierci, nim wreszcie zrozumiałam, że przylgnął nie do mojego ciała, lecz do mózgu.

Oprócz wielu spraw morderstw, które dotyczą zazwyczaj jednej osoby, Emily Craig brała udział w identyfikacji ofiar na znacznie większą skalę. Spośród wszystkich opisanych w książce wydarzeń najbardziej wybijają się (i robią chyba największe wrażenie) dwa: tragedia w Waco w stanie Teksas oraz zamach na World Trade Center. Pierwsze z tych wydarzeń miało miejsce w 1993 roku. W Waco w Teksasie na pewnej farmie doszło do strzelaniny między agentami FBI a członkami tzw. Gałęzi Dawidowej, sekty, której przywódca, David Koresh, uważał się za kolejne wcielenie mesjasza. Następnie zaś doszło do pożaru. W wyniku tego zginęło ponad siedemdziesiąt osób, które były współwyznawcami Koresha i przebywały wówczas w domu na farmie. Emily Craig pracowała przy identyfikacji ofiar tego wydarzenia i dokładnie opisuje emocje, jakie temu towarzyszyły – zwłaszcza że nie było pewne, czy Koresh zginął w budynku, czy zdążył się ewakuować. To właśnie dzięki Emily Craig dowiedziono, że Koresh nie przeżył strzelaniny i pożaru. Druga zaś duża sprawa znana jest chyba wszystkim – niezmiennie poraża nas ogrom zamachów w Nowym Jorku z 2001 roku i nie inaczej jest tutaj. Emily Craig pokazuje, jak z jednej strony niezwykle trudna była identyfikacja ofiar, ale również z drugiej strony jak dobrze ją zorganizowano. Wydaje się też, że to było wydarzenie najbardziej obciążające psychicznie z wszystkich, z jakimi Craig miała do czynienia – ogrom tragedii był niewyobrażalny, w dodatku Craig miała wówczas problemy rodzinne, można więc sobie wyobrazić, jak trudno było jej podjąć decyzję o tym, co wybrać.

Badając miejsce zbrodni  zwłaszcza po pożarze, gdy materiał dowodowy jest bardzo kruchy  muszę nieustannie powtarzać sobie i innym, że nie ma się po co spieszyć. Ofiary nie żyją. Bardziej nieżywe już nie będą. Naturalny ludzki odruch każe jak najszybciej zabrać ciała, by w ten sposób okazać szacunek zmarłym, w gruncie rzeczy jednak znacznie większy respekt okażemy im, pozostawiając zwłoki tam, gdzie są, i skrupulatnie zbierając materiał dowodowy, który pomoże wyjaśnić przyczynę śmierci. Dowodu raz usuniętego z miejsca zbrodni nie da się już odłożyć z powrotem.

Książka Craig jest również niezwykłą kopalnią wiedzy na temat metod pracy zarówno antropologa sądowego, jak również w ogóle przedstawicieli różnych zawodów, którzy niezbędni są przy prowadzeniu śledztw. I przyznam szczerze, że trudno mnie czymkolwiek obrzydzić, przynajmniej w tekście (chociaż na filmach też), ale chyba już na zawsze w pamięci pozostanie mi obraz zakładania oddzielonego od palców ofiary naskórka na rękę żywego człowieka po to, by odczytać linie papilarne. Zresztą przeczytajcie sami: „W rezultacie, jak mi powiedział, ekspert od daktyloskopii musiał utwardzić skórę, zanurzając ją w formalinie. Następnie oddzielił naskórek od palców ofiary, tak by zdjąć z nich górną warstwę skóry w jednym kawałku. Zabieg ten nazywany jest »zdejmowaniem rękawiczki«. W ten sposób powstała »rękawiczka« z naskórka z liniami papilarnymi ofiary, w którą pracownik laboratorium wsuwał jeden po drugim własne palce, by przyciskając je kolejno do poduszeczki z tuszem, a następnie odciskając na kartce białego papieru, uzyskać sześć czytelnych odcisków – wyjątkowo dobry wynik jak na tego rodzaju procedurę”. A takich opisów jest tu nieco więcej. Trzeba więc to jasno powiedzieć – Emily Craig opisuje pracę antropologa sądowego (i nie tylko) tak, jak wygląda ona naprawdę, nie wygładza, nie ulepsza tego obrazu, a maluje go dosadnie i wprost.

Korzystajmy z naszych możliwości, póki możemy – w końcu i tak zeżrą nas robaki.

Niesamowita książka, pełna wiedzy, uchylająca rąbka tajemnicy tego raczej nieznanego, niewidzianego na co dzień świata, jakim jest praca antropologa sądowego. I niesamowita kobieta, pełna pasji, inteligentna, mająca ogromną wiedzę i w dodatku potrafiąca przekazać ją w odpowiedni dla laika sposób. Warto sięgnąć po Tajemnice wydarte zmarłym, ale uprzedzam, że to książka tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Lub niezbyt wybujałej wyobraźni. Albo tych, którzy podobnie jak Emily Craig są zainteresowani właśnie takim zawodem. 

PS Zaznaczam, że użyte w tytule „zdejmowanie rękawiczki” traktuję jako swego rodzaju symbol ukazywania rzeczy takimi, jakie są naprawdę, a nie w wygładzony sposób, tak jak jest w to w książkach czy filmach. Proces tzw. zdejmowania rękawiczki należy, jak zostało powiedziane wyżej, do zadań eksperta od daktyloskopii, a nie antropologa sądowego.

Informacje o książce:
Autor: Emily Craig
Tytuł oryginalny: Teasing Secrets from the Dead
Ilość stron: 304
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Znak
Moja ocena: 9/10

2 komentarze:

  1. Czytałam podobną książkę, więc po tą lekturę chętnie bym sięgnęła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie napisana recenzja! Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce, ale teraz bardzo chętnie ją przeczytam. Szczególnie, iż podejmuje ona niezwykle ciekawą tematykę.

    »Mój blog«

    OdpowiedzUsuń