11 lipca 2018

[198] Czasami warto dać drugą szansę – „Zapisane w wodzie”


Znasz to uczucie? Debiutujący autor pojawia się znikąd i szturmem podbija wszystkie top listy. Ponoć to najlepszy debiut od lat i książka, której absolutnie nie powinno się przegapić. Dajesz się w to wciągnąć, sięgasz po dany tytuł i… przeżywasz wielkie rozczarowanie. Po wielkim zachwycie przychodzi fala krytyki i dopiero wtedy okazuje się, że znowu marketing zrobił swoje. Postanawiasz omijać nazwisko tego autora szerokim łukiem. A może to błąd? Czasami warto dać drugą szansę. Trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie: Paula Hawkins na nią zasługuje.


W małym miasteczku Beckford istnieje Topielisko – miejsce, w którym ponoć wieki wcześniej topiono kobiety podejrzewane o czary i w którym samobójstwo popełniły cztery mieszkanki Beckford, począwszy od śmierci Anne Ward w 1920 roku. Ostatnią z nich jest Nel Abbott, która chciała spisać historię Topieliska. Wszyscy mówią, że skoczyła, ale jej siostra, Jules, nie wierzy w taką wersję wydarzeń. Nigdy nie miała z Nel dobrych relacji, dlatego gdy siostra zadzwoniła do niej na kilka dni przed śmiercią, nie odebrała. Teraz musi wrócić w rodzinne strony, aby zaopiekować się piętnastoletnią siostrzenicą, a także zmierzyć się z bolesną przeszłością i z własnymi lękami.

Debiutancką powieść Pauli Hawkins uznałam za co najwyżej przeciętną – na pewno nie podpisałabym się (niestety) pod słowami Kinga umieszczonymi na okładce o tym, że był to „znakomity thriller”. Właściwie „Dziewczyna z pociągu” ma niewiele z thrillera, całość sprawia raczej wrażenie pamiętnika alkoholiczki z wątkiem sensacyjnym gdzieś w tle. Naturalnie więc sięgając po „Zapisane w wodzie”, miałam pewne obawy – na przykład, że autorka znowu bardziej skupi się na psychice swoich bohaterów, a zapomni o akcji i zawiązanym wątku tajemniczego, mrocznego Topieliska. Na szczęście „Zapisane w wodzie” ma zdecydowanie więcej wspólnego z thrillerem niż debiut Hawkins. Idealnie co prawda nie jest, ale autorka jest na dobrej drodze, żeby pisać lepiej. Jej druga powieść jest o wiele ciekawszą i sprawniej opowiedzianą historią od pierwszej. Widać progres, wreszcie można coś pochwalić – a to się ceni.

Niektórzy twierdzą, że topielice pozostawiły w wodzie cząstkę siebie. Inni, że rzeka zachowała część ich mocy, bo od stuleci przyciąga na brzeg wszelkiego rodzaju nieszczęśnice, kobiety pechowe, zrozpaczone i zagubione. Przychodzą tu popływać z siostrami.

„Zapisane w wodzie” to przede wszystkim książka z niesamowitym klimatem. Atmosfera ciężka jest od intryg, skrywanych od lat sekretów, wyrządzonego niegdyś zła, a fakt istnienia takiego mrocznego, owianego złą sławą miejsca jak Topielisko jeszcze to wszystko podkręca. Pikanterii dodaje też niedawno popełnione samobójstwo, które być może wcale nim nie było, a także krążące po Beckford legendy o topionych w tym miejscu rzekomych czarownicach. Fabuła sprawia wrażenie spowitej mgłą i obciążonej wszystkim, co złe.

Zawdzięczać można to przede wszystkim bohaterom. To głównie ich charaktery i tajemnice determinują budowanie takiej przytłaczającej (w pozytywnym sensie) atmosfery. Co prawda postaci jest całkiem sporo, a wgryzienia się w ich psychikę na pewno nie ułatwia fakt, że większości z nich Paula Hawkins oddała głos – jeśli nie pierwszoosobowo, to trzeciosoobowo z ich perspektywy. Ilość tak wielu narratorów bądź różnych narratorskich perspektyw sprawiła, że akcja jest nieco postrzępiona, ale jest to chyba jedyna wada tej książki, która wymaga zwrócenia uwagi. Na plus działa z pewnością to, że nie ma możliwości, aby bohaterowie-narratorzy pomylili się czytelnikowi, wszyscy bowiem są dobrze wykreowani i wyraźnie się od siebie różnią. Najciekawiej wypadają oczywiście dwie postaci, które przynajmniej teoretycznie były najbliżej Nel – Jules i Lena. Jules zawsze była w rodzinie tą gorszą z sióstr, mniej lubianą przez rówieśników, brzydszą, grubszą; zawsze stała w cieniu Nel i była jak ciężar, który chcąc nie chcąc jej starsza siostra musiała za sobą wlec. Wiele w jej opowieści retrospekcji, z których coraz dokładniej wyłania się obraz jej nieszczęśliwego dzieciństwa i zawsze trudnych, przynoszących ból relacji z siostrą. Młodość Jules zdecydowanie odbiła się na jej psychice, a jej powrót do Beckford to ostateczna próba zmierzenia się z tym, co spotkało ją lata temu, a także poniekąd próba pogodzenia się – nieco spóźnionego – z siostrą. Z kolei Lena, córka Nel, to zupełnie inna bajka. Właściwie wydaje się, że Lena jest taka, jaka kiedyś była Nel – powiedzenie, że jaka matka, taka córka, pasowałoby tutaj idealnie. Kiedy Jules wraca, aby zaopiekować się siostrzenicą, Lena od razu ją odtrąca, nie chce mieć z nią nic wspólnego. Wiele w niej arogancji, buty, agresji i wulgarności. Jest wyszczekana i mimo że ma dopiero piętnaście lat, niewiele w niej z dziecka. Zdecydowanie nie wzbudza sympatii, ale i ona coś ukrywa. Trzeba przyznać, że Pauli Hawkins udało się wykreować dwie naprawdę ciekawe bohaterki, niejednoznaczne, intrygujące, a jednocześnie trudne do polubienia. Reszta postaci jest dla nich równie interesującym tłem. 

Nie pamiętam tego, co chcę pamiętać, a to, o czym chcę zapomnieć, wciąż do mnie wraca.

Paula Hawkins dobrze zawiązała intrygę, wprowadziła kilka niezłych zawiłości, ale zakończenie mimo wszystko może być dla niektórych rozczarowujące. Bardzo łatwo o poprawne przeczucia co do tego, co tak naprawdę się wydarzyło, zwłaszcza że autorka w pewnym momencie sama wręcz naprowadza czytelnika na dobrą odpowiedź. Trudno tu o efekt „wow”, nie jest to jednak zakończenie zupełnie beznadziejne. Obędzie się bez fajerwerków – po prostu. W tej kwestii Hawkins musi się jeszcze nieco podszkolić, ale jak już padło – jest na dobrej drodze.

„Zapisane w wodzie” było dla mnie miłym zaskoczeniem. Sięgałam po tę książkę zaintrygowana, ale też nieco zniechęcona debiutancką „Dziewczyną z pociągu”. Ostatecznie powieść szybko mnie wciągnęła i mimo paru mankamentów, naprawdę mi się spodobała. Nie są to może literackie wyżyny, nie jest to arcydzieło gatunku, a jednak „Zapisane w wodzie” stanowi przyjemną lekturę, której nie można wytknąć naprawdę poważnych błędów. Po przeciętnej, dość nudnej „Dziewczynie z pociągu” może spodobać się jeszcze bardziej, chociażby ze względu na zauważalny progres autorki. Oby tak dalej, a myślę, że z Pauli Hawkins będzie jeszcze dobra twórczyni thrillerów. Po kolejną jej książkę sięgnę już bez uprzedzeń.

Informacje o książce:
Autor: Paula Hawkins
Tytuł oryginalny: Into the water
Ilość stron: 368
Literatura: angielska
Wydawnictwo: Świat Książki
Moja ocena: 7/10

5 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nie miałam okazji zawieść się na tej autorce, więc myślę, że zacznę przygodę z jej twórczością od tej książki. Skoro widać w niej zauważalny progres.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam rozczarowana "Dziewczyną z pociągu", więc sądzę, że tym bardziej ta powieść mnie nie zawiedzie. Cieszę się, że widać postępy w twórczości autorki, bo jest nadzieja na naprawdę emocjonujący i niebanalny thriller.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ciągnęło mnie do "Dziewczyny z pociągu" i ogólnie twórczości tej autorki bo usłyszałam o niej, w momencie gdy wszyscy już ją krytykowali. Po przeczytaniu Twojej recenzji chyba dam jej drugą szanse. Kto wie, może mnie również pozytywnie zaskoczy? ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie szukam czegoś nowego do poczytania, jak w niedziele skończy się wreszcie mundial :D Nawet nie wiedziałem o istnieniu takiej autorki. Atmosferę grozy wyczuwam już w Twojej recenzji... Strach myśleć co będzie w książce ;) Chyba się skuszę na ten thriller i odłożę nowego Piekarę na później ;)
    Przy okazji - piszesz w bardzo fajnym stylu :)
    Pozdrawiam!

    https://takorzeczegerard.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam wcześniejszej książki tej autorki, ale powyższą już tak. Okazała się być naprawdę w porządku. Mnie zakończenie zaskoczyło, nie domyśliłam się go. ;)
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń