Brutalne zbrodnie? Wynaturzeni psychopaci? Chore intrygi i gry mordercy z policją? Nie tym razem. W Toruniu znowu jest niebezpiecznie, ale Małgorzata Falkowska serwuje nam kryminał w stylu soft. Nieskomplikowana intryga, rozbudowany wątek obyczajowy – jak to wyszło i jak mi się podobało? Czy zmiana kursu z powieści obyczajowych na kryminały może się udać?
24 czerwca 2019
22 czerwca 2019
#176 TBR na lato 2019 – czyli wakacyjne wyzwania
Z okazji wakacji zamiast robić zwyczajny TBR postanowiłam ustalić sobie kilkanaście wyzwań czytelniczych. Dadzą mi one większą swobodę w wyborze książek. Bo wiecie, jak to jest z tymi TBR-ami – te listy się fajnie tworzy, ale z wyczytaniem tych wybranych książek bywa już gorzej, bo czasami nie ma się na nie jednak ochoty. Wyzwania czytelnicze są lepsze, bo do kategorii można przyporządkować kilka książek co najmniej. A wtedy już na pewno znajdzie się coś, na co ma się ochotę.
Zapraszam więc na swoje wyzwania oraz przykłady książek, które być może do nich dopasuję (chociaż play mogą oczywiście ulec zmianie :>).
17 czerwca 2019
#175 Podsumowanie maja 2019 + stosik
Połowa czerwca już za nami, a ja wyskakuję z podsumowaniem maja. Cóż – koniec trzeciego roku wymusił na mnie odłożenie bloga na kilka tygodni, ale już powoli wracam. To, że ten post się pojawia, jest tego najlepszym dowodem. ;) Tak że nie przedłużając – zapraszam na podsumowanie i stosik nowych książek.
30 maja 2019
[250] Czy to thriller czy nie thriller? – „Złota klatka”
Camilla Lackberg – niekwestionowana królowa szwedzkiego kryminału, a pewnie i kryminału w ogóle. Swoją serią o Fjallbace zdobyła serca czytelników na całym świecie, ale teraz pora na nowe. Złota klatka to pierwszy tom nowego cyklu Camilli Lackberg, cyklu z Faye, czyli jego główną bohaterką. Miał być to thriller psychologiczny, ale czy na pewno tak jest?
25 maja 2019
[249] Dlaczego więź między psem i człowiekiem jest tak wyjątkowa? – „Duchowe życie psów”
Trochę prywaty: nie pamiętam żadnego momentu ze swojego życia sprzed posiadania psa. Pamiętam za to dzień, w którym pies się w nim pojawił – i to dosłownie, bo pojawił się sam, zupełnie znikąd, wsiadł za moją mamą do tramwaju, wysiadł na tym przystanku, co ona, i poszedł za nią do domu. Brudny, wychudzony, około roczny pies prawdopodobnie komuś uciekł (albo raczej: od kogoś, ponieważ bał się smyczy, musiał być więc nią bity), a potem w jakiś niezrozumiały dla nas sposób wybrał sobie moją mamę na właścicielkę i zarazem naszą rodzinę na swoje stado. Historia ta brzmi nieprawdopodobnie, mogłaby się nadawać na początek jakiegoś wzruszającego filmu o miłości psa i człowieka, ale zapewniam, że wydarzyła się naprawdę, mniej więcej tak, jak to opisałam. Tak to zapamiętałam. Mały kundelek dostał najbardziej kreatywne imię, na jakie było stać czteroletnią mnie – Misia. I tak już został, na całe jedenaście lat wspólnego, szczęśliwego życia. Misia nauczyła mnie, że psy są cudownymi stworzeniami, a więź, jaka nawiązuje się między nimi i ludźmi, jest zupełnie wyjątkowa. Nauczyła mnie też, że życie bez psa jest puste, dlatego po kilku miesiącach po jej odejściu wspólnie z rodzicami zdecydowaliśmy się adoptować psa ze schroniska. W przypadku Hachi też zaiskrzyło od razu – przebywała jeszcze na kwarantannie, była więc w osobnej klatce, a kiedy nas zobaczyła, zaczęła w niej szaleć. Pracownik schroniska ją wypuścił, a ta zaczęła skakać i biegać po całym pomieszczeniu. Jej energia nas obezwładniła i oczarowała – i to był chyba ten moment, kiedy ta więź, o której mowa, się narodziła. I trwa do dzisiaj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




