Po „Hańbę” nie sięgnęłabym, gdyby nie studia. O tej książce nie słyszałam niczego, a nazwisko autora jedynie obiło mi się o uszy (albo raczej… o wzrok?, zawsze zastanawiałam się, jak czyta się to nazwisko). Czytałam ją na zajęcia w kontekście postkolonializmu, ale gdyby nie to, że wiedziałam, na co zwracać uwagę, raczej nie doszukałabym się tutaj takiego drugiego dna. A mimo wszystko „Hańba” nadal pozostałaby dla mnie lekturą dobrą, ciekawą, choć niepozbawioną wad.
