Są takie miejsca na Ziemi, które marzą nam się jako kierunek wycieczki. W końcu kto by nie chciał zobaczyć francuskiej Wieży Eiffla, egipskich piramid czy tradycyjnej japońskiej architektury? Na ogół jednak nasze wyjazdy trwają tydzień lub dwa, a w tym czasie mamy okazję zobaczyć tylko to, co miliony turystów widziały już przed nami – najbardziej ikoniczne miejsca, znane z pocztówek i przewodników turystycznych. A gdyby tak wybrać się na prawie roczną wycieczkę bez konkretnie zaplanowanej trasy, z założeniem omijania miejsc, które znają wszyscy, z chęcią wejścia w głąb, pożycia przez chwilę jak rdzenni mieszkańcy danego kraju? Tomasz Owsiany wybrał się właśnie w taką podróż na Filipiny – do kraju rozciągniętego na kilku tysiącach wysp, bardzo zróżnicowanego pod względem kultury, obyczajów i języka. Każde z odwiedzonych i opisanych przez niego miejsc jest inne – choć przecież to nadal te same Filipiny.
