Na początek, zanim przejdę do książki, trochę prywaty. Kiedy ja byłam nastolatką, powiedzmy tak w okresie gimnazjalnym (czyli jakieś 6–9 lat temu), książki młodzieżowe były zupełnie inne niż dzisiaj. Z jednej strony był ogromny bum na paranormal romance, czyli wszelkie opowieści o wampirach, bardziej lub mniej upadłych aniołach, nastolatkach obdarzonych tajemnymi mocami itd. Z drugiej zaś, jeśli chciało się przeczytać coś o problemach nastolatków, o codzienności, z którą muszą się mierzyć, to nie bardzo był wybór, bo z zagranicy nie docierały do nas takie tytuły, a na naszym polskim podwórku jeśli już takie powstawały, to nie dotykały w wystarczającym stopniu takich tematów, jakie faktycznie interesowały młodzież, nie mówiły młodzieżowym językiem i czuć w nich było dystans między autorem a odbiorcą (i miały koszmarne okładki)**. Szybko się do literatury młodzieżowej zniechęciłam, bo nie odnajdywałam tam niczego dla siebie, i właściwie chyba dość młodo zaczęłam sięgać po „dorosłe” książki (dla przykładu: w wieku 14 lat pochłonęłam trylogię Millennium, która do najłagodniejszych nie należy, pokochałam też wtedy Stephena Kinga). Dlatego cieszy mnie, że dzisiaj młodzież ma możliwość sięgnięcia po książki, które poruszają ważne tematy, które dotychczas były niejako tabu, i że ja, jako dorosła już (niestety) osoba, mogę również odnaleźć w tych książkach coś dla siebie i nadrobić to, czego sama nie dostałam te kilka lat temu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
19 marca 2019
21 lutego 2018
[174] Przerost formy nad treścią? – „Illuminae”
Książka to dla nas zazwyczaj zlepek zadrukowanych kartek oprawionych w ładną (albo i nie) okładkę. Cokolwiek poza tekstem pojawia się rzadko, a jeśli już, to jako dodatek, a nie jako cały koncept, jak w przypadku „Illuminae”. Można się zastanawiać, na ile jest to książka w tradycyjnym rozumieniu, a na ile równie nietypowa powieść graficzna, ale jedno jest pewne: na pierwszy rzut oka to książka niezwykła. Jednak jak to z nią jest, gdy pierwsze wrażenia związane z jej nadzwyczajnym wyglądem miną? Czy „Illuminae” nie okazuje się powieścią, w której forma dominuje nad treścią?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

