Zapowiadało się, że Farma będzie książką społecznie zaangażowaną, bardzo feministyczną i biorącą na tapet kwestię praw kobiet, a zwłaszcza praw związanych z ciążą i macierzyństwem. Po opisie wyczułam tu odniesienia do Opowieści podręcznej Atwood i być może także delikatne science fiction w stylu Huxleya (no wiecie, warunkowanie, idealny człowiek itd.), jednak, od razu muszę to podkreślić, skojarzenia te nie były trafne. Farma nie okazała się tym, co sugerowałby opis wydawcy (jakże często mnie to ostatnio spotyka!), ale czy to oznacza, że okazała się czymś gorszym? Zdecydowanie nie.
