Swego czasu zapragnęłam przeczytać listy. Chciałam zmierzyć się z czymś nowym, trochę skłoniły mnie też do tego pewne zajęcia na moich studiach, na których omawialiśmy różne wydania korespondencji. Zrobiłam szybki research i spodobała mi się książka, której chyba prawie nikt nie czytał – razem z moją na LubimyCzytać ma zaledwie siedem ocen. A mowa o korespondencji Leopolda Tyrmanda i Sławomira Mrożka z lat 1965–1982. Pierwszego znam niestety tylko z imienia i nazwiska, drugiego z lektury szkolnej. Zatem jak wypadło spotkanie z nimi?
