11 lipca 2017

[130] Niebezpieczne wątki miłosne – „Niebezpieczne kłamstwa”

Autor: Becca Fitzpatrick
Tytuł oryginału: Dangerous Lies
Ilość stron: 424
Literatura: amerykańska
Wydawnictwo: Otwarte
Moja ocena: 5/10
Wyzwania:


Wszyscy jesteśmy skazani na popełnianie błędów, ponieważ tylko w ten sposób możemy się czegoś nauczyć. Ale niektóre lekcje są trudniejsze od innych.

Becca Fitzpatrick urodziła się w 1979 roku w Centerville w stanie Utah. Zadebiutowała w USA w 2009 roku powieścią „Hush, Hush”, która rok później ukazała się w Polsce jako „Szeptem”. Jest to pierwsza części cyklu o tej samej nazwie, z którego Fitzpatrick jest najbardziej znana. „Niebezpieczne kłamstwa” to jej najnowsza powieść, wydana w Polsce w 2016 roku.

Młoda dziewczyna była świadkiem groźnego przestępstwa, w związku z czym zostaje objęta programem ochrony świadków. Z nowym imieniem i z nowym życiorysem zamieszkuje w nowym miejscu, wraz z byłą policjantką. Musi zacząć wszystko od nowa, zapomnieć o swoim chłopaku, mamie i przeszłym życiu. Od teraz ma na imię Stella i jest kimś zupełnie innym. W Thunder Basin, jej nowym miejscu zamieszkania, poznaje Cheta, z którym szybko nawiązuje bliską relację. Z trudem jednak przychodzi jej kłamanie na swój temat. Nie wie też, że nie jest do końca bezpieczna w swoim nowym domu w Nebrasce. Czy groźni przestępcy odnajdą ją? Czy jej sekret wyjdzie na jaw i Chet odkryje prawdę o Stelli?

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale mam wrażenie, że lepiej by nam się żyło, gdyby coś takiego jak powieść młodzieżowa nie istniało. Nie chodzi o to, że uważam młodzieżówki za złe książki. Mam na myśli to, że często naprawdę dobry, interesujący pomysł zostaje zostaje zepsuty typowo młodzieżowym wątkiem miłosnym, przez co książka traci na oryginalności i jest zwykłym średniakiem, niczym nie wyróżniającym się spośród reszty tego typu powieści. Dokładnie tak jest w przypadku „Niebezpiecznych kłamstw”.

Czasami musimy powiedzieć coś dwa razy, żeby to do kogoś dotarło. A czasami trzeba powtarzać to na okrągło, raz po raz.

Stella, podobnie jak jej chłopak, była świadkiem niebezpiecznego przestępstwa, w które uwikłana była także jej matka. Została objęta programem ochrony świadków, w wyniku czego musiała zmienić tożsamość i porzucić dotychczasowe życie. Czy to nie brzmi ciekawie? Według mnie bardzo, jednak autorce najwyraźniej to nie wystarczyło. Bo Stella w nowym miejscu poznaje oczywiście przystojnego chłopaka, momentalnie zapomina o swojej dotychczasowej miłości, z którą tak rozpaczliwie żegnała się jeszcze kilkadziesiąt stron wcześniej, i daje się porwać nowemu, właśnie rodzącemu się uczuciu. Dalsze, na oko, trzy czwarte książki skupia się właśnie na tym wątku tylko po to, by na koniec autorka przypomniała sobie całą tę niebezpieczną sytuację z groźnymi przestępcami, która była dla niej punktem wyjścia. Zmarnowany potencjał – dwa słowa, które świetnie oddają moje odczucia wobec tej książki.

Mimo wszystko „Niebezpieczne kłamstwa” to ponoć thriller młodzieżowy. Pozostańmy więc na chwilę przy wątku kryminalnym. Przez długi czas nie wiemy, co, kto, dlaczego i po co. Wiemy tylko tyle, że było jakieś przestępstwo, a teraz ktoś może czyhać na życie Stelli i jej chłopaka, dlatego zostają rozdzieleni i wrzuceni w nowe otoczenie wraz z nową tożsamością. Zastanawiałam się nawet, czy autorka nie przesadziła z tym programem ochrony świadków, bo przez chwilę miałam wrażenie, że to, co widziała Stella, było tak poważnym przestępstwem, jak napad na sklepik osiedlowy z pistoletem na wodę. Brakowało mi informacji, o co tak naprawdę chodziło, a Stella… Cóż, Stella chyba szybko zapomniała o tym, w jak niebezpiecznym wydarzeniu brała udział.
 
Stella bardziej przejmuje się tym, że musi okłamywać nowo poznanego chłopaka, niż tym, że przestępcy mogą ją odnaleźć. A to sprawiło, że zupełnie nie spodobała mi się kreacja tej postaci. Przyznam jednak, że co do reszty bohaterów Fitzpatrick nie popełniła tak dużego błędu. Chet jest naprawdę dobrze nakreślony, wiarygodnie, ciekawie. Jest dużo bardziej interesującą postacią o Stelli, a autorka umiejętnie dawkowała informacje o nim, przez co odkrycie jego przeszłości było tym bardziej interesujące. Także te mniej ważne postacie są ciekawe, jak na przykład była policjantka Carmina, która z początku wydaje się bardzo nieciekawą, staroświecką kobietą, jednak z czasem potrafi zyskać sympatię zarówno Stelli, jak i czytelnika. Na uwagę zasługuje też postać Triggera – miejscowego macho, który chce zdobyć każdą, nieważne czy po dobroci czy siłą i który nie cofnie się przed niczym, by ukarać tę, która mu się sprzeciwi.

Jak więc widzicie – mogło być lepiej, ale wyszło gorzej. Twórcy powieści młodzieżowych mają taką tendencję do psucia świetnych, oryginalnych pomysłów wątkami romantycznymi, jakby nastolatkowie czytali tylko takie powieści, w których występuje jakaś para czy, jeszcze gorzej, trójkąt miłosny. Czekam na moment, w którym ta tendencja minie, ale jednocześnie smuci mnie to, że mogło powstać tyle ciekawych książek, gdyby zrezygnować z wątków romantycznych. Nie zabijajcie dobrych pomysłów, drodzy autorzy, i nie wciskajcie miłości wszędzie, bo to naprawdę nie jest potrzebne!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję organizatorce book touru, Angelice z bloga Oh my life!

9 komentarzy:

  1. Kuurcze, chciałam ją przeczytać, ale jakoś coraz mniej mnie do niej ciągnie..
    Faktycznie wciskanie wszędzie miłosnych wątków robi się nudne, a wciskanie ich na siłę bo przecież "musi być" potrafi zepsuć całą książkę.

    Pozdrawiam,
    https://mareandbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, może mimo wszystko Tobie się spodoba. ;)

      Usuń
  2. Jak dla mnie to niestety najgorsza książka Fitzpatrick, chociaż ogólnie bardzo lubię tę autorkę :)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie czytałam innych jej książek i po tej jakoś nie bardzo mnie do nich ciągnie. :D

      Usuń
  3. Doskonale rozumiem Twoją awersję do wątków miłosnych w młodzieżówkach, ponieważ też mam wrażenie, że na palcach jednej ręki można zliczyć powieści, które nie zasypują czytelnika perypetiami nastoletnich dramatów miłosnych. Nie czytałam żadnej książki tej pisarki i raczej już po nie nie sięgnę, a szkoda, bo pomysł na thriller młodzieżowy zapowiadał się intrygująco. Ale cóż, sam pomysł to za mało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. W sumie też nie każdy wątek miłosny zaraz jest zły. Po prostu większość jest oklepana i prowadzona według tego samego schematu. Ale jak ktoś ma dobry, oryginalny pomysł na taki wątek, to czemu by nie. ;)

      Usuń
    2. Masz rację, nie każdy wątek miłosny jest źle poprowadzony, ale niestety ja się uprzedziłam, bo w wielu książkach standardem jest znienawidzony trójkąt miłosny lub autorzy wymyślają niestworzone przeszkody między zakochanymi tylko po to, żeby rozciągnąć historię. Staram się jednak walczyć z uprzedzeniem i nie skreślać każdej książki z romansem w tle :)

      Usuń