10 lipca 2017

#99 BookAThon 2017 – podsumowanie



BookAThon dobiegł końca, a więc wypada go podsumować. W tym roku poszło mi gorzej niż w zeszłym, ale coś tam udało mi się przeczytać. Jeśli jesteście ciekawi, jakie wyzwania udało mi się wypełnić i ile stron przeczytałam – zapraszam!




Dzień 1. – 3 lipca

Miałam ambitny plan zaczęcia czytania zaraz po północy. Sięgnęłam więc po pierwszą książkę – Sztukę ścigania się w deszczu. Niestety, jak od zawsze powtarzam, tak samo jak czytać lubię spać, dlatego po dwudziestu stronach odłożyłam książkę i momentalnie zasnęłam. Rano (chociaż w moim wakacyjnym trybie spania to już raczej po południu) zabrałam się do dalszego czytania. Na szczęście książka bardzo mnie wciągnęła. Trochę dziwnie czułam się, czytając opowieść z perspektywy psa, jednak dość szybko się przyzwyczaiłam. No i bardzo polubiłam narratora, Enzo, bo okazał się... hmm... bardzo nietuzinkowym psem. Więcej nie zdradzę. ;) Tego dnia przeczytałam łącznie 207 stron. Jak widzicie, i tym razem w BookAThonie towarzyszyła mi Hachi. :)


Dzień 2. – 4 lipca

Jednak mój dzień nie kończy się o północy, dlatego czytałam dalej, na poczet kolejnego dnia. Po północy udało mi się przeczytać jeszcze 49 stron, zanim zmorzył mnie sen. Rano (czy znów raczej po południu) przy drugiej kawie (bo picie pierwszej kawy odbywa się zazwyczaj w łóżku przed telewizorem – przed pierwszą kawą nie ma mowy o robieniu czegokolwiek, co wymagałoby myślenia :>) dokończyłam Sztukę ścigania się w deszczu. I muszę Wam się do czegoś przyznać... Bo ja generalnie rzadko się wzruszam, a i to częściej na filmach i anime, a naprawdę sporadycznie na książkach. Zresztą moje wzruszenie to zazwyczaj kilka łez w oczach, które się zakręcą, i tyle. Przy tej książce natomiast autentycznie się popłakałam. Jakoś tak mam, że los zwierząt porusza mnie dużo bardziej niż los ludzi. Enzo natomiast jest w tej powieści już starym, schorowanym psem. Więcej Wam nie powiem, bo nie wystarczy emocji na recenzję. Wspomnę jeszcze tylko, że nie wiem, czy to wina tej książki i maleńkiego kaca po niej, czy czegoś innego, ale później już mi się ciężko czytało. Jakimś cudem dobrnęłam do 106 strony Demonologów, ale szczerze mówiąc – to nie był dobry dzień na czytanie.


Dzień 3. – 5 lipca

Zaczęło się pięknie, bo po załatwieniu jednej sprawy, około 12:30 byłam już wolna. Ale jakoś tak nie mogłam się od rana zabrać, a potem babcia z kuzynem wpadli z niezapowiedzianą wizytą. Potem obiad (a właściwie obiadokolacja, zważywszy na porę), jeszcze jedna rzecz do załatwienia, a kiedy mogłam usiąść spokojnie z książką, była już 20... Tak więc tego dnia zaczęłam Polska odwraca oczy. Czytam e-booka, dlatego dokładnej ilości stron nie podam, ale przeczytałam około 43%, co daje około 100 stron. Wcześniej próbowałam czytać jeszcze Demonologów, ale po 20 stronach odłożyłam tę książkę. Mam co do niej bardzo mieszane odczucia, ale na razie powstrzymam się z ocenianiem jej.


Dzień 4. – 6 lipca

Znowu czytałam po północny. Ogromnie wciągnął mnie zbiór reportaży Justyny Kopińskiej, więc przed snem przeczytałam jeszcze około 58 stron. Jednak po dwóch artykułach o siostrze Bernadetcie i innych siostrach stwierdziłam, że więcej zła nie zniosę. Zamknęłam więc aplikację i poszłam spać. Po obudzeniu się zabrałam się dalej za Demonologów z ambitnym planem skończenia tej książki i tym samym nadrobienia zaległości z poprzedniego dnia. Mam jednak naprawdę mieszane odczucia co do tej książki i nieco trudno mi się ją czyta, dlatego zbyt wiele już nie przeczytałam i nie udało mi się skończyć tej książki. Ostatecznie dobrnęłam do 224 strony, czyli od wczoraj przeczytałam ich 98. Łącznie tego dnia – 156. Zaległości nie do nadrobienia.


Dzień 5. – 7 lipca

Przed BookAThonem nie byłam jeszcze pewna, ale w końcu wyjechałam na trochę do chłopaka. Cztery godziny podróży pociągiem zaowocowały przeczytaną w całości książką Millennium, Stieg i ja. Miałam pewne obawy co do niej, bo sporo wiem na temat Stiega Larssona i tego, co działo się wokół jego twórczości po jego śmierci, jednak ta książka okazała się dużo bardziej szczegółowa. Poza tym to też piękna opowieść o miłości. ;) Dokończyłam też zbiór reportaży Polska odwraca oczy. Chyba nie muszę Wam mówić, że te reportaże wywarły na mnie spore wrażenie. Świadomie nie wzięłam ze sobą w podróż Demonologów. Postanowiłam przerwać czytanie tej książki i doczytać ją po maratonie. Za bardzo mnie blokowała. Tego dnia przeczytałam więc (jeśli nie pomyliłam się w obliczeniach :D) 276 stron.


Dzień 6. i 7. – 8 i 9 lipca

Nie ma co tutaj dużo mówić i nawet nie pamiętam, ile przeczytałam w sobotę, a ile w niedzielę. :D Więc powiem tylko tak – zaczęłam Infekcję: Genesis i dotarłam w oba te dni do 133 strony. Zombie apokalipsa w Warszawie rządzi! :)

Podsumowanie

  • przeczytałam trzy książki, kolejną doczytałam do połowy, a jeszcze inną mniej więcej w 1/4
  • ukończyłam cztery z sześciu wyzwań tematycznych
  • łącznie przeczytałam 1095 stron... czyli słabiutko ;)
  • pocieszające jest to, że cztery z pięciu książek, które sobie wyznaczyłam na maraton, podobają mi się, a tylko co do jednej mam mieszane uczucia.
W tym roku zdecydowanie gorzej mi poszło w porównaniu z zeszłorocznym BookAThonem. Dajcie znać, jak Wasz maraton, co udało Wam się przeczytać i jak się bawiliście. :)


7 komentarzy:

  1. Ja i tak podziwiam Cię, że udało Ci się tyle przeczytać i to w tak krótkim czasie! :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, bywało lepiej, ale dziękuję. :D

      Usuń
  2. Cudny wynik :) Cieszę się, że zombie przypadły Ci do gustu. Z tymi "Demonologami" trudna sprawa. Trzeba mieć na pewno nastój na takie akcje, no i podejść do tego z przyjemnością. Ja też wyjątkowo długo (jak na mnie) czytałam tę książkę, ale tak na zasadzie poszukiwań tych elementów w filmach czy porównywania z innymi publikacjami. Takie bajeczki o złych duchach :) Spróbuj kiedyś na spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ja też tak na to patrzę, oglądałam potem "Egzorcystę" i porównywałam, czy dobrze to oddali. xD Ale mimo wszystko czuję się tak, jakby próbowano mnie na siłę przekonać, że coś takiego istnieje i dzieje się na co dzień, jednak trudno mi uwierzyć na słowo pary jakichś Amerykanów. To tak nie działa po prostu. A niejednokrotnie w ich wypowiedziach wyczuwałam taką nutkę drwiny i pobłażliwości wobec osób, które mówią, że nie wierzą w takie zjawiska. W przyszłym tygodniu ją doczytam, ale chyba długo będę musiała zastanawiać się nad oceną i recenzją. xd

      Usuń
  3. Szkoda, że masz mieszane odczucia co do "Demonologów", bo mam tę książkę i wiele sobie po nie obiecywałam. Nie chciałabym, żeby okazała się rozczarowaniem. Czytanie w nocy u mnie odpada, ponieważ nie umiem zwalczyć potrzeby snu, muszę iść spać i koniec :) Z tego względu do maratonów tego typu nawet nie podchodzę, bo wiem, że nie zdołałabym osiągnąć dobrych wyników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że wiele zależy od tego, jaki masz stosunek do takich zjawisk paranormalnych. ;) Ja też tak mam, jak zachce mi się spać, to choćbym nie wiem jak bardzo chciała czytać, za dużo nie poczytam. Spanie też jest fajne. xD

      Usuń
  4. "Infekcja. Genesis" mnie nie zachwyciła, ale to dlatego, że od powieści o zombie oczekuje jakichś oryginalnych rozwiązań, a książka Wardziaka jest trochę oklepana i wtórna.
    Niestety nie brałam udziału w maratonie, bo wiedziałam, że nie sprostam takim wymaganiom ;) Poza tym nie za bardzo podeszły mi kategorie. Ciężko byłoby mi coś do nich przypisać.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń