Swego czasu byłam zachwycona „Blackoutem” autorstwa Austriaka Marca Elsberga (recenzja: Apokalipsa XXI wieku), powieści, w której następuje ogólnoeuropejska awaria prądu. Nagle okazuje się, że elektryczność jest nam potrzebna w dosłownie każdym aspekcie życia. Podobnie jest w powieści szwedzkiego pisarza, Larsa Wilderänga, pt. „Rozgwieżdżone niebo”. Przyczyny są co prawda inne, ale skutki takie same. A jednak Elsberg w moim odczuciu poradził sobie z tym tematem dużo lepiej; książka Wilderänga stoi co najmniej parę poziomów niżej. Co tu nie zagrało?
